To już druga niedziela Wielkiego Postu. Czas jest szczególny, i wydarzenia, które przychodzą, albo będą przychodziły, są też szczególne. Potrzeba nam otworzyć oczy, by patrzeć na nie przez pryzmat wiary, w czym pomaga nam dzisiejsze Słowo Boże. Na naszej drodze wiary pojawiają się różne momenty, jasne i umacniające, ale też trudne i mroczne. Dzisiejsza Liturgia uświadamia nam, że wszystkie te sytuacje są częścią duchowego rozwoju i dojrzewania w wierze. Może my chcielibyśmy przeżywać tylko radość i pokój, płynące z wiary, a wzdrygamy się na samą myśl o cierpieniu, niepewności, zmaganiu. Tak reagował też święty Piotr, i inni apostołowie, którym w głowie nie mieściła się perpektywa cierpienia Chrystusa, do tego stopnia, że mimo zapowiedzi trudnych wydarzeń przez samego Chrystusa, oni nadal mieli własne wizje zbawienia i trwania przy Chrystusie, pewnie piękne, ale jakże dalekie od planu miłości Boga. Ta Prawda o Bożych drogach, często diametralnie różnych od naszych wyobrażeń, może nas bulwersować, szokować, nawet gorszyć, ale Bóg przychodzi nam z pomocą właśnie poprzez Słowo o Abrahamie, przemienieniu na górze Tabor, ofierze Chrystusa. To Słowo przychodzi jako Dobra Nowina, nie po to, aby nas wystraszyć, czy potępić, ale po to, by pozwolić nam rozumieć różne wydarzenia naszego życia, patrzeć na nie oczami wiary, przez pryzmat światła, i doświadczyć głębokiego sensu obecności Boga w tych wydarzeniach, a poprzez to głębokiego sensu naszego życia. Właśnie ta perspektywa patrzenia, poprzez słuchane i przyjmowane sercem Słowo Boże, ma moc przemiany naszej natury, całego naszego życia. Bóg stawia przed nami dziś Abrahama, który zostaje poddany próbie wiary, doświadcza ogromnych rozterek, ciemności, ale jest gotów być posłusznym Bogu nawet, gdy po ludzku wszystko wydaje się absurdem, a rzeczywistość jakby kwestionuje cały obraz Boga, który kocha człowieka. To jest doświadczenie tych, którzy przeżywają trudne i ciemne momenty swojego życia, kiedy cierpienie przesłania jakiekolwiek światło. To jest doświadczenie Krzyża, od którego nikt nie ucieknie, bo nie da się przejść życia bez trudności. I to doświadczenie może nas albo zniszczyć, albo przemienić. Co jest decydującym czynnikiem? Wiara. Abraham całkowicie zawierzył Bogu, nie zwątpił w Jego miłość i troskę, ufał, że "Bóg przewidzi", że niczego nie czyni wbrew człowiekowi, nawet jeśli pozwala przeżywać noc wiary, która musi być oczyszczona, by mogła wzrastać. Możemy dojrzewać tylko w próbach, w których jednak nigdy nie zostajemy bez pomocy, choć czasem pozornie wydaje się, że Bóg zwleka, że się ukrył, że nie widzi. I ta przestrzeń, pozornej nieobeności, jest miejscem dla wiary. Ten, kto tego doświadczył, może wołać razem z psalmistą: Ufałem, nawet gdy mówiłem: Jestem w wielkim ucisku /Ps 116B,10/ Wiara pozwala widzieć rzeczywistość nowymi oczami. Pozwala w każdej sytuacji wołać: Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam? On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał, jakże miałby wraz z Nim i wszystkiego nam nie darować? /Rz 8,31-32/ To Słowo nie mówi o tym, że Bóg usunie wszystkie trudności, cierpienia, że odtąd nikt już nas nie zrani, nie dotknie, że będziemy żyć w błogim spokoju, bez przeciwności i trudnych sytuacji. Taka wiara byłaby fikcją, ułudą. Bóg daje nam inną obietnicę, na te wszystkie sytuacje daje nam Dobrą Nowinę, że śmierć została pokonana, że Jezus Chrystus wziął na Siebie wszystkie cierpienia świata, wszystkie noce wiary, ciemności lęku, wszelkie niemoce, a przede wszystkim każdy grzech człowieka. Któż może wydać wyrok potępienia? Czy Chrystus Jezus, który poniósł za nas śmierć, co więcej - zmartwychwstał, siedzi po prawicy Boga i przyczynia się za nami? /Rz 8,34/ Co to znaczy dla nas? To, że wszystko, co do tej pory nas niszczyło, co może nas jeszcze zniszczyć, to wszystko wziął na swoje barki, pozwolił przybić do Krzyża, Sam dał się zabić, ale Zmartwychwstał i dziś mocą tego wydarzenia i mocą Swojego Ducha może w nas dokonać całkowitej przemiany, byśmy sami nie musieli dźwigać ciężarów nie do uniesienia, może przeprowadzać nas przez każde doświadczenie i sprawiać, że ono nas nie zniszczy, nie zabije, ale pozwoli wzrastać do nowego życia. To jest paradoks cierpienia, które w Chrystusie nabiera zupełnie innego wymiaru, znaczenia, którego nie da się pojąć bez wiary. Wydarzenie z Ewangelii jest zapowiedzią urzeczywistnienia się tej obietnicy. Przemienienie na górze Tabor jest obrazem tych wszystkich momentów światła, które zaświeciło w mroku próby, które stało się lampą prowadzącą przez doświadczenia, które spowodowało, że noc stała się jednocześnie zapowiedzią poranka, że Krzyż stał się drogą do wiary, czyli Krzyżem chwalebnym, zapowiedzią Zmartwychwstania. Uczniowie na górze Tabor doświadczają takiego momentu jasności, że pragną pozostać w tym doświadczeniu, myśląc że jest szczytem wiary. Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty... /Mk 9,5/ To są może momenty naszego życia, w których przeżywamy słodycz modlitwy, jakieś mocne doświadczenie obecności Boga w konkretnym wydarzeniu, czy dotknięcie Słowem Bożym, które rozświetla nagle całą rzeczywistość. To są momenty, które napełniają nas duchową mocą i poczuciem głębokiego sensu naszego życia, wdzięcznością wobec Bożych darów czy Bożego działania. Chcielibyśmy to doświadczenie zatrzymać, nieustannie trwać w takim stanie duchowego umocnienia. Ale Słowo pokazuje, że to są momenty, które mają nas popychać ku czemuś zupełnie innemu, które nie służą szukaniu stagnacji i "świętego spokoju" czy popadaniu w duchowy błogostan, ale oświetleniu dalszej drogi, drogi na na Kalwarię. Chrystus nie zgadza się, by uczniowie pozostali na górze, ale zabiera ich z powrotem na dół, do twardej rzeczywistości, z tym doświadczeniem jednak z góry Tabor, ze Słowem Ojca, które wyryło się w ich umyśle jako doświadczenie mocy i miłości, i które będzie powracać w nocy próby, która jest przed nimi, jako światło powoli rozpraszające mrok: To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie! /Mk 9,7/ To Słowo będzie prowadziło ich przez doświadczenie męki i śmierci Chrystusa, które bez światła wiary, rodzącej się ze słuchania, byłoby nie do przejścia, złamałoby ich wiarę. Uczniowie przeżyli potem załamanie wszystkich wyobrażeń na temat Mesjasza, zwątpili w Niego, przeżyli swoją noc wiary, ale właśnie doświadczenie góry Tabor, słuchania przez trzy lata słów Jezusa, przygotowywały ich serca do tego wydarzenia, i pozostał w nich jakiś fundament, na którym potem mogła powoli odbudowywać się ich wiara, oczyszczona i uszlachetniona. A napełnieni Duchem Świętym mogli stawać się kiedyś świadkami mocy Boga. Dlatego i w naszym życiu i kroczeniu drogą wiary, potrzebne są momenty góry Tabor, ale po to, by móc wchodzić potem w Wolę Boga z pamiatką tych wydarzeń, mocy Boga, który jest obecny i działa także w sytuacjach prób i doświadczeń, kiedy nie rozumiemy wydarzeń naszej historii. Dopiero połączenie tych wszystkich momentów, zarówno jasnych jak i ciemnych, kształtuje w nas prawdziwą wiarę, taką jaką miał Abraham.
(-) Sanctitas Vestra Sixtus I \r\nAnnuario Pontificio,\r\nServus Servorum Dei,\r\nPrinceps sui iuris civitatis Rotriae,\r\nSummus Pontifex Ecclesiae Universalis,\r\nPrimas Rotriae, Patriarcha et Episcopus Rotriae, etc
Lucjusz Cardozo 24/07/2009 20:44 Witam wszystkich, nazywam się Lucjusz Cardozo i chciałbym zamieszkać w tym państwie
Yamamoto Isoroku 20/07/2009 20:34 Wiele osób ma mylne wyobrażenie wirtualnych państw. Należy im wyjaśnić co i jak.
Marco kard de Zepp SJ 20/07/2009 10:50 duchownym. Wtedy możesz zostać wysłany z misją do jakiegoś kraju lub coś w tym guście Jak tu żyć? Tak, jak żyłbyś w Watykanie. Najlepiej udzielaj się na forum, zawsze możesz też poprosić nas o pomo
Marco kard de Zepp SJ 20/07/2009 10:49 Jest z lekka nieaktualny Ale wygląda to ogólnie tak, że możesz tu działać jako świecki w jakichś własnych inicjatywach, lub skończyć studia (zgłoś się na forum w dziale Uniwerstetu) i zostać duchow
Bercik91 19/07/2009 23:27 A jest jakis poradnik jak tu zyc?
kard Lorenzo de Medici 19/07/2009 12:34 W to się nie gra, nie jest to gra ale wirtualne państwo.