Rotria
SPOŁECZNOŚĆ => Plac Navona => Wątek zaczęty przez: Pafnucy von Pyongyang w Wtorek, 13 Mar 2012, 15:30:09
-
(http://img254.imageshack.us/img254/5060/baricastle.jpg)
Zamek Bari. Centrum administracyjne księstwa i miasta Bari.
Siedziba miłościwie nam panującego Księcia Augusto de Medici,
syna Jego Świątobliwości Aleksandra III.
To tutaj skupia się całe polityczno - gospodarcze życie księstwa, to tutaj
podejmowane są najważniejsze decyzje, to tutaj też ma swą siedzibę Sekretariat
Księstwa Bari.
Zatem podróżniku, jeśli trafisz w te strony - zapraszamy Cię serdecznie,
i najpiękniej jak umiemy - Powitać Cię pragniemy!
-
Należałoby wyprawić ucztę ku czci Jego Świątobliwości, a mojego drogiego Ojca! Najlepsze wino z moich własnych winnic, najlepsza dziczyzna z moich lasów! Schodźcie się więc serdeczni goście! :)
-
Witam Wasza Książęca Wysokość!
Mam nadzieję, że przychodzę w porę :D
-
Witam Waszą Ekscelencję na zamku w Bari!
Taki gość! Proszę na solony - książę powiódł arcybiskupa proto na salę bankietową. - Proszę się częstować i czuć jak u siebie. Zaraz każę podawać najprzedniejsze wino - książę w doskonałym humorze zakrzyknął. - Uwaga! Uczta będzie trwać tak długo aż ostatnia deczułka wina nie zniknie z piwnic!
-
Ja również witam Arcybiskupa! - rzecze Pafnucy
Sekretarz wkracza do sali, a za nim podążają kucharze wioząc na wózkach upieczone przed chwilą
dwa tłuste prosiaki. - Prosimy Ekscelencję do stołu!
Panie mój! - Pafnucy zwraca się do Księcia
- wina w naszych piwnicach tyle, iż goście z długimi brodami zamek by nasz opuścili,
jakoby mieli wszystko wypić! - śmieje się.
(http://img831.imageshack.us/img831/82/pieczonyprosiak.jpg)
-
Do wrót zamku w Bari zbliża się orszak patriarszy, który dwa dni przemierzał księstwo Medyceuszy. Tuż przed bramami zamku orszak wstrzymuje swój marsz. Dowódca Gwardii Patriarszej woła: "Patriarcha Aleksander III przybywa na zamek, otworzyć wrota!" Orszak wolno przemierza bramy zamku. Jego Świątobliwość, błogosławi lud z lektyki, czyniąc ręką w powietrzu znak krzyża. Gdy orszak dociera na dziedziniec zamkowy, Patriarcha rzecze:
Drogi Synu, Czcigodni Bracia!
Mamy nadzieję, że będziemy mogli się zatrzymać u Was na dwa dni, zanim powrócimy na Kwirynał. Doniesiono nam, że na Barii szykuje się wystawna uczta. Czy to prawda ? :)
-
Książę wyszedł na spotkaniu ojcu. Jego twarz rozpromieniał szczery uśmiech i radość biła z jego oczu. Zbliżył się do tronu Ojca, ucałował z nabożną czcią jego stopy, a nastepnie rękę i tak rzekł:
Wasza Świątobliwość! Mój Ojcze! Witam Cię w Bari i zapraszam na ucztę na Twoją cześć. Wszyscy będziemy szczęśliwi, jeśli zatrzymasz się na zamku jak najdłużej.
Po czym zwrócił się w stronę śłużby:
Szykować najprzedniejsze wino i mięsiwa dla Jego Świątobliwości oraz oddać do dyspozyji moje osobiste komnaty!
A tobie mój Sekretarzu polecam sporządzić diariusz z tej wizyty dla potomnych!
-
Tymczasem Sekretarz Pafnucy stał w drzwiach wiodących do głównej wieży i obserwował wjazd
Patriarchy na zamek. Orszak dostrzeżono już wcześniej za pomocą nowo skonstruowanej lunety,
którą to sporządził dla księcia przebywający przejazdem na zamku tajemniczy alchemik.
Przeto był czas, aby wszystko na powitanie Jego Świątobliwości odpowiednio sprawnie,
starannie i szybko przygotować. Stojąc tak bacznie przyglądał się uroczystości,
w duchu bojąc się, aby nikt nie popełnił jakiej gafy.
Wszystko przebiegało jednak jak w zegarku, Patriarcha wysiadł z lektyki, gwardia zamkowa
w wypolerowanych puklerzach, śnieżnobiałych kryzach i moronach z nowiutkimi pióropuszami
wyprężyła się i stanęła na baczność, a trębacze odegrali hymn Rotryjski.
Chyba wszystko pójdzie dobrze, pomyślał zadowolony sekretarz, idę,
czas się Jego Świątobliwości pokłonić i go przywitać!
-
Umiłowani Bracia.
Niestety dzisiejszej nocy musimy wyruszyć do Pałacu Kwirynalskiego.
-
Już dzień! - zawołał Diakon Pafnucy, obudzony silnym podmuchem wiatru.
Spędził on całą noc na zamkowej wieży, wpatrując sie z zadumą i nostalgią w rozgwieżdżone
wiosenne niebo. Wstał, postawił kołnierz swego płaszcza - na wieży bowiem wiało okrutnie -
i nakrył swój przyrząd obserwacyjny skórzanym pokrowcem. Ta luneta czyni cuda -
zamruczał zadowolony i zanotował coś skrzętnie w swoim kajeciku. Po czym zamyślony
zaczął schodzić po schodach na spóźnione już nieco śniadanie.
Hmm, zastanawiał się - A więc Jego Świątobliwość nas opuścił. Ale dlaczego tak szybko?
i do tego w środku nocy? Pewnie coś ważnego musiało się wydarzyć. Albo dopiero się wydarzy! -
Pafnucy przystanał i pomyślał. Przecie to dzisiaj wielkie święto mamy! Wszak mija dziś
czwarta rocznica restauracji państwa naszego. Może to dlatego Patriarcha tak sie spieszył!
Może jakie uroczystości planuje?
Pomyślawszy to Diakon zbiegł po schodach, spożył w pośpiechu podany przez zamkowego kucharza
skromny posiłek, przechylił potężny kielich wina i nie zwracając uwagi na wiszący przed stajnią plakat
"nie jeżdżę po pijanemu" ;) naprędce osiodłał konia, dosiadł go i pognał w kierunku metropolii.
-
Książę również się zbudził. Na szczęście wczorajszego wieczoru kontrolował się, więc głowa o poranku mu nie pękała, przynajmnije nie tak bardzo. Goście już wrócili do swoich domów i posiadłości. Książę wspomniał wczorajszą krótką romowę z ojcem. Zaczał szukać notatek dotyczacych polityki w Austro- Węgrzech. Na szczęście je znalazł w kieszeni.
Chciał spotkać się ze swoim Sekretarzem.
Zawołajcie mi natychcmiast diakona Pafnucego! - zakrzyknął do służby.
Diakon jest na wieży, nie kazał nam przeszkadzać panie - odparła służka.
No trudno. Pofatyguję się do niego sam.
Książę szedł po schodach wieży rozmyślając, dlaczego jego sekretarz tyle czasu ostatnio spędzał na wieży. Po chwili był na szczycie. Rozciągął się przed nim cudowny widok. Wszystkie te ziemie należały do Medyceuszy, widział swoje winnice, pola i pastwiska. Był szczęśliwy i po raz któryś z kolei podziękował za to wszystko Bogu. Spostrzegł, że obok stoi mały stolik, a na nim leży jakiś notatnik i luneta.
Hmmm... A cóż to takiego? - zadumał się książę.
-
Niezwykle kontent jestem, iż książę Augusto nas tu nawiedza czasami. :) Już się bałem o niego, że w tej zagranicy ugrzązł totalnie, lub co gorsza jako kozak gdzieś w pod Zamościem uprażony w miedzianym wole został... A tu proszę - żyje On, majątku swego dogląda, a w Rzeczypospolitej to go jeszcze Wojewodą Kijowskim obwołali!
Witam zatem Księcia na zamku Bari serdecznie, barana na stół stawiać każę pieczonego,
(http://img267.imageshack.us/img267/4610/baran004male.jpg)
- niechaj się waść posili, i przed powrotem w swym łożu wypocznie, coby mile wspominał pobyt swój tutaj, i chciał wracać znowu!
-
Pysznie baran wygląda. Brat Augusto sam chyba całego nie zje...
-
Dziękuję mój drogi Sekretarzu, posilę się i z wielką chęcią odpocznę. A Jego Królewska Mość ma rację, sam nie jestem w stanie zjeść tyle dobrego mięsa, zapraszam więc starych i nowych znajomych na niewielką ucztę :)
-
Dokładnie, Wasza Książęca Wysokość! Czym chata bogata tym rada! Zapraszamy zatem wszystkich serdecznie!
Jeno muszę Dostojnego Viktorjosa uprzedzić lojalnie, iż Bari pod mym sekretarzowaniem odrobinkę różni się od pozostałych księstw Rotrii. Zaś te różnice, mimo iż dla innych niezauważalne, u Surmeńczyka mogą wywoływać zaniepokojenie, a nawet pewnego rodzaju lęki. Zmiany te widać już po przekroczeniu granicy księstwa - na pastwiskach pasie się trochę więcej kóz niż zwykle (a nawet trochę więcej niż trochę ;)), w sadach rosną czasem dziwne, niespotykane gdzie indziej gatunki drzew, wiejskie kobiety, doglądane przez wiszący na niebie krwistoczerwony sterowiec, uprawiają pola prowadząc archaiczne traktory, zaś dziatwa chłopska zmyka z krzykiem na sam widok auta... Nawet ktoś na rozstaju dróg posąg Mancalagi wystawił - kazałem go folią okręcić natychmiast, bo jakby się to do metropolii doniosło... :D
Ale koniec końców to gościnna kraina, chrześcijańska, ludzie tu mili i serdeczni, po prostu trochę pobliską zagranicą przesiąknięci, i tyle. :)
-
A może Brat Biskup wasalizuje Bari pod rządy państwa ościennego. Jakby Zagranica się dowiedziała, to nie wiem czy cieszyłaby się, że Rotria, ta co wasalizuje innych, sama jest wasalizowana, czy smuciłaby, bo to Jej największy wróg jest "wasalizatorem".
Ja serdecznie dziękuję za zaproszenie i do stołu biesadnego się dosiadam. Może Urbino niedługo się odwdzięczy własną ucztą.
-
Wasza Królewska Mość, proszę spojrzeć pobłażliwym okiem na Brata Biskupa. Ma on niezwykłe poczucie humoru :) Choć wiele z tego, co mówił, to prawda. Księstwo zaiwestowało kozy i wyrób koziego serca, jak powszechnie wiadomo, bardzo zdrowego. Prostaczkowie nie żyją tutaj jednak w strachu i terrorze. Wiem, że mogę zaufać mojemu Sekretarzowi podczas mojej nieobecności.
A jeśli tylko w Urbino odbędzie się uczta i zostanę na nią zaproszony, przybędę :)
-
Ech, Bracie Viktorjosie... :D Jakże to "państwo ościenne" miałoby wasalizować Bari, kiedy ma ono problem z wasalizacją własnych niektórych regionów, np. ks. Saginaty... A poza tym, według oficjalnej wykładni politycznej tego kraju - ks. Bari, jak i cała Rotria... najzwyczajniej w świecie nie istnieją, nie ma ich. Po prostu. :D
Przyjmowanie zaś przez ludność zamieszkującą rejony przygraniczne pewnych zwyczajów i zachowań od swoich sąsiadów jest czymś naturalnym i zdrowym, to normalny proces, nie da się tego uniknąć, ani do końca wyplenić. Jedyną metodą jest totalne uszczelnienie granicy, zmilitaryzowanie jej, i strzelanie do wszystkiego co się wokół niej rusza. Wtedy cel osiągniemy - tylko pytanie jakim kosztem, i po co?
Jeszcze pół roku temu granica Saginaty z Bari wyglądała podobnie przerażająco jak ta z Surmenią. Najeżone zasiekami pola minowe, co kilkaset metrów wieże strzelnicze, wycelowane w kierunku zamku rakiety wypełnione śmieciami komunalnymi i moździerze sprężynowe nabite słoikami z kupą. Kiedy tylko wjechaliśmy czołgami na teren tego opuszczonego kumaczego księstwa, i rozpoczęliśmy jego okupację, od razu podjąłem starania o usunięcie tego szatańskiego, śmiercionośnego żelastwa. I celu swego, choć z trudem, i nie do końca legalnie, dopiąłem. Nareszcie rejon ten wygląda jako tako normalnie, granica co prawda nadal pozostaje oficjalnie zamknięta, nie mam bowiem uprawnień do jej otwierania (ani nawet ze względu na olbrzymią odrębność kulturową nie chcę tego czynić), to mimo to, ludność zamieszkująca ten teren, odetchnąwszy nieco od klimatu zagrożenia, jakieś tam kontakty między sobą zaczęła chcąc niechcąc nawiązywać. A ja z jednej strony jako sekretarz Bari, a z drugiej jako przedstawiciel władz okupacyjnych Saginaty, nie widzę powodu by kontakty te przyjazne ukrócać, czy też inwigilując ludność, jakoś zbytnio kontrolować - jestem na to zbyt dobroduszny, niestety. :)