Rotria
NAUKA, KULTURA I SZTUKA => Biblioteka Narodowa => Rozważania => Wątek zaczęty przez: Giovanni Ganganelli w Niedziela, 01 Lip 2012, 12:27:43
-
Mam dla Was również do zaproponowania również pewną formę rozważań tzn. co by było gdyby (tutaj wpisać odpowiednie zdarzenie). Pierwszą odsłonę jaką chcę Wam zaprezentować jest następująca:
Co by było gdyby Henryk VIII nie wypowiedział posłuszeństwa papiestwu i dostałby "rozwód" (a tak właściwie unieważnienie małżeństwa) przez Papieża. Jakie byłyby losy Anglii i jego następnych żon?
-
Prawda jest taka, że czas istnienia kościołów protestanckich jest policzony. Kościoły anglikańskie powoli wracają do papieża od momentu gdy jeden z biskupów wziął sobie męża :)
Protestantyzm jest skazany na niepowodzenie, gdyż z racji braku jednolitego nauczania (magisterium) dochodzi tam do różnych zakrzywień. My, katolicy mamy Magisterium Kościoła na czele z papieżem, które dba o poprawność nauczania wiary. To papież pilnuje by wszystko grało. Tam gdzie papieża nie ma dochodzi do samowolki.
Jeszcze 200 lat i będzie scalenie Kościoła (lub w znacznej mierze złączenie)
-
Nie zgodzę się w żadnym razie z Bratem Arturem :) Część anglikańskiej wspólnoty odwróciła się od reszty po wyborze na biskupa (New Hampshire?) geja, który miał męża. Inną część to wręcz przeciwnie, utwierdziło w trwaniu we wspólnocie - bo ich Kościół tym samym staje się jednym z najbardziej tolerancyjnych, otwartych i postępowych. Nowe Kościoły wciąż powstają, chociaż zwykle mają niewielu wiernych. Jednak żyjemy w czasach, gdzie każdy myślący człowiek ma własne poglądy. Wielu katolików nie praktykuje - bo w istocie są własnowyznaniowcami, wyznają katolicyzm, ale ten, tamten i jeszcze jeden dogmat odrzucają. I ten proces w mojej opinii będzie postępował.
-
Nt. złoznoności tego problemu mozna napisać doktorat :) Dłuższy wykład jak to polityka wpływa na wiarę :)
-
Owszem, na ten temat można napisać dłuuugą rozprawę :) Ale czym według Brata jest ten wpływ polityki na wiarę? Tzn. odnosi się Brat do Henryka VIII czy czasów obecnych?
-
Bracie, W czasach pokoju ludzie odchodzą od wiary. Rozpętajmy wojnę to od razu wszyscy będą praktykujący i wierzący ponad miarę :D
-
Ale przecież odejście od Kościoła nie oznacza odejścia od wiary.
-
Proszę Wielce Czcigodnej Eminencji,
Gadanie że "jestem wierzący, ale nie praktykujący" to w gruncie rzeczy takie samousprawiedliwianie się. Czym jest wiara, bez pielęgnowania? Inaczej, jak długo utrzyma się kondycja ogrodu, bez ogrodnika? Chwasty zaczną przerastać kwiaty i ogród zdziczeje. Podobnie jest z wiarą. Do jej utrzymania, potrzebna jest pielęgnacja - regularna spowiedź, uczestnictwo w sakramentach. Bez tego nie ma wiary, a jedynie pamięć o historyjkach, które opowiadała babcia, że był sobie taki facet jak Jesus Christ, etc... Wiara wymaga nieustannego pielęgnowania. W gruncie rzeczy takie gadanie "wierzący, nie praktykujący" to taki z lekka konformizm. Bo babci powie że wierzy, ale kolegom powie że nie praktykuje ;)
-
W istocie samej.
Ale przecież odejście od Kościoła nie oznacza odejścia od wiary.
Takie stwierdzenie w ustach katolika jest co najmniej zastanawiające ;D
-
W pełni zgadzam się z Eminencją Sforzą. Ma on wiele racji. Poza tym proszę popatrzcie na nasz kraj. Niby 95% Polaków deklaruje że jest katolikami, gorzej z praktyką. Ja się nie zgadzam z pewnymi dogmatami naszej wiary i pewne aspekty są dla mnie niejasne i dość naciągane, jednakże nie świadczy to o tym, że nie jestem gorliwym chrześcijaninem zabiegającym o jak najlepszy żywot w raju. Do Kościoła chodzę, bo lubię posłuchać kazań - są niejako drogowskazem w naszym życiu.
"jestem wierzący, ale nie praktykujący" - jestem w stanie to zrozumieć. Wiele osób jest wierzących, ale odstrasza ich kler i wszystkie aspekty z tym związane. Mogą być inne pobudki. Ja stoję na stanowisku, że Bóg dał nam wolną wolę więc każdy korzysta z niej na swój sposób. Słowa brata Czartoryskiego można odebrać jako atak na większą część społeczeństwa (przynajmniej) w naszym kraju.
-
Bracie Giovanni,
Jeśli dla kogoś, błędy duchownych są wystarczającym powodem by odejść od instytucji, którą sam Bóg powołał, nie można go nazwać osobą o silnej wierze. Znaczy to, że jego wiara jest tak słaba, że słabość bliźnich oddala go od Boga. Odchodząc od Kościoła, taka osoba odchodzi nie tylko od duchownych, ale także i od wspólnoty, traci więź z Bogiem. Wszak napisane jest w Ew. wg św. Mateusza: "Gdzie dwóch albo trzech gromadzi się w Moje imię, tam jestem pośród nich”(18,20). To wspólnota buduje wiarę i relację z Bogiem. Odejście od tego, automatycznie cofa Nas w wierze.
-
Odnośnie tematu: Gdyby Anglia została przy religii katolickiej to jej kolonie byłyby katolickie.
-
Z pewnością odbiłoby się to na historii.
-
Własnie - wierzący niepraktykujący. Według mnie, nie sama taka postawa jest godna
potępienia, co sposób postrzegania, podchodzenia do niej. Jeśli ktoś dajmy na to, czasami
tak postępuje, lecz czyni to z własnej niedoskonałości, lenistwa, niechęci, braku czasu, etc,
i drogę taką uważa za niewłaściwą, niestosowną i tego żałuje (ufam iż taka jest własnie
większość owych niepraktykujących, mówię tu również o sobie, też nie jestem jakimś
świętoszkiem, też mam wiele za uszami pod tym względem ;)) to myślę, nie jest jeszcze
tak źle z tym, pamiętajmy, i liczmy na miłosierdzie Boże.
Lecz jesli ktoś się tym nie przejmuje, uważa takie postępowanie za normę, regułę i rzecz
w porządku, no to tu chyba rzeczywiscie jest coś nie tak. Poza tym to samo określenie jest
już dość zabawne i absurdalne - to trochę tak jak myśliwy niepolujący. ;D
Mimo to pamiętać należy o jednym. Jak już Brat Giovanni tu wspomniał - Bóg dał każdemu
wolną wolę. I każdy ma prawo wybrać taką drogę postępowania jaka mu się żywnie podoba.
Powinniśmy to uszanować, i mając na względzie Pismo - nie sądzić. Pan po śmierci każdego
z nas to uczyni, i jemu to zostawmy do rozpatrzenia.
-
Wierzący nie praktykujący - miałem na myśli "wierzący, nie chodzący do Kościoła", dla jasności. Co nie oznacza, że jednocześnie: nie modlący się, nie czytający Biblii, nie pogłębiający teologicznej wiedzy!
Jeśli uważacie Bracia, że jako katolik nie powinienem tak uważać - uznajcie mnie tylko za chrześcijanina, niekoniecznie katolika, jeśli tak wam wygodniej. Ja bowiem twierdzę, że Kościół zbyt wiele zabrania, a za mało tłumaczy. Czy inaczej: zbyt często zakazuje, a zbyt rzadko wskazuje na przyczyny zakazów. Konkluzja może być taka, że ich nie ma bądź są wątłe. Kościół wierzących dalej traktuje jak niepiśmiennych średniowiecznych chłopów, a nie jak partnera do rozmowy. Nawet dialog kończy się wreszcie: jesteśmy mądrzejsi, siedź cicho i słuchaj.
-
Parę tematów zostało tutaj poruszonych. Spróbuję się do wszystkich odnieść:
1. Gdyby Henryk VIII pozostał przy Kościele katolickim, wierzę, że do dnia dzisiejszego Anglia byłaby krajem katolickim. Co do kolonii, nie zgodzę się jednak. Koloniści uciekali z Anglii między innymi po to aby szukać wolności religijnej. Kościół katolicki, jak i Zbór anglikański, nie był tak tolerancyjny aby koloniści zmienili zdanie.
2. Co do upadku protestantyzmu, to nie zgodzę się z Bratem Arturem. Zbory protestanckie przetrwają, ponieważ, jak wspomniał Brat Markos, nowe "religie" wciąż powstają - prawieże każdy może sobie taki zbór założyć.
3. W pełni zgadzam się z odpowiedziami Brata Artura (odp. 7 i 10). Wiara pociąga za sobą praktykę. Kto nie praktykuje, nie wierzy w pełni.
-
Oczywiście, Bracia, ale czym jest dla was praktyka?
Dla mnie to rozmowa z Bogiem. Regularne spotkania z nim. To rozważanie Biblii i czytanie jej. To osobista więź z Bogiem i częste rozmyślania o nim. To nie robienie czegoś tylko dlatego, że jest grzechem.
-
Bardzo ciekawy temat został wywołany, więc postaram się, w miarę możliwości krótko, przedstawić swój pogląd na ten problem.
Poglądy pana Czartoryskiego uznaję za co najmniej zabawne, by litościwie nie określić ich mianem reakcyjnych. Ogromny postęp, jaki dokonał się w dziedzinie edukacji i kolportażu pozwala większości ludzi w naszym kraju samodzielnie zapoznawać się różnymi dziełami, zwłaszcza dotyczącymi chrześcijaństwa, tak krytycznymi jak i apologetycznymi. Dzięki temu każdy ma potencjalnie możliwość samodzielnego wyrobienia sobie stanowiska na pewne kwestie teologiczny, eschatologiczne etc. Dzięki temu, trawestując nieco przewrotnie Mao Zedonga, kwitnie sto kwiatów i współzawodniczy sto szkół.
Koncepcja istnienia urzędu nauczycielskiego, moim zdaniem, była wymuszona przez warunki istniejące na przestrzeni dziejów. Większość ludzi była niepiśmienna i niewykształcona, więc kościół musiał dotrzeć do prostego chłopa jasno wykładając mu swoją doktrynę, najlepiej w sposób przystępny, z udziałem miejscowego folkloru i w obrazkach. Notabene taki etap istniał także w naukach prawnych, gdzie w Zwierciadle Saskim von Repkov zamieścił rysunki przedstawiające konkretne przepisy, dzięki czemu sędziowie, także niepiśmienni, mogli je odtwarzać, bo znali je na pamięć.
Myślę, że kryzys kościoła katolickiego tkwi w jego niedostosowaniu do współczesności. Nikt już nie chce słuchać o tym, że każda sperma jest święta, a stosunki inne niż dopochwowe, albo nie daj Boże, homoseksualne, skutkują natychmiastowym piekłem. Nikt również nie oczekuje, że ktoś będzie za nich myślał. To już nie jest ta epoka. Dlatego kościół albo podąży drogą reform, albo stanie się jak wciąganie tabaki - zabawnym obyczajem z zeszłej epoki.
Na to wszystko nakłada się jeszcze zepsucie kleru, co jest szczególnie rażąco widoczne w Polsce. Nie chce tutaj wskazywać konkretnych przypadków i piętnować z imienia i nazwiska, ale nie trzeba daleko szukać by dostrzec Komisję Majątkową, która, i tu jest bardzo zabawna sprawa, "odzyskała" nieruchomość, która w zasadzie należała przed 1945 do mojej rodziny ;) Także te nowe mercedesy biskupów, złocone naczynia w kościołach, w sytuacji gdy naokoło jest tylu ludzi głodnych i nagich. No ale kościół w ostatnich czasach nie jest przewodnikiem, a drogowskazem. A drogowskaz wskazujący drogę np. do lasu potem za nami do tego lasu nie idzie ;)
Odnosząc się jeszcze do wątku Anglii. Myślę, że reformacja była tam nieunikniona. Oprócz Francji, gdzie reformacja została zduszona, reformacja miała miejsce w każdym kraju zachodnim, za wyjątkiem państw peryferyjnych (Hiszpania, Portugalia, Polska czy Węgry). Była to po prostu konieczność, która, jeśli nie rękoma Henryka VIII to dokonałaby się w inny sposób.
-
Najpierw odpowiadając Bratu Markosowi,
Dla mnie praktyka to zarówno własna rozmowa z Bogiem, jak i odmawianie pacierza czy uczestnictwo we mszy świętej.
Bardzo ciekawy temat został wywołany, więc postaram się, w miarę możliwości krótko, przedstawić swój pogląd na ten problem.
Poglądy pana Czartoryskiego uznaję za co najmniej zabawne, by litościwie nie określić ich mianem reakcyjnych. Ogromny postęp, jaki dokonał się w dziedzinie edukacji i kolportażu pozwala większości ludzi w naszym kraju samodzielnie zapoznawać się różnymi dziełami, zwłaszcza dotyczącymi chrześcijaństwa, tak krytycznymi jak i apologetycznymi. Dzięki temu każdy ma potencjalnie możliwość samodzielnego wyrobienia sobie stanowiska na pewne kwestie teologiczny, eschatologiczne etc. Dzięki temu, trawestując nieco przewrotnie Mao Zedonga, kwitnie sto kwiatów i współzawodniczy sto szkół.
Każdy ma prawo wyrabiania własnej opinii. Zgoda. Ale każdy też ma prawo być poinformowany o tym jakie jest nauczanie Kościoła w danej sprawie.
Koncepcja istnienia urzędu nauczycielskiego, moim zdaniem, była wymuszona przez warunki istniejące na przestrzeni dziejów. Większość ludzi była niepiśmienna i niewykształcona, więc kościół musiał dotrzeć do prostego chłopa jasno wykładając mu swoją doktrynę, najlepiej w sposób przystępny, z udziałem miejscowego folkloru i w obrazkach. Notabene taki etap istniał także w naukach prawnych, gdzie w Zwierciadle Saskim von Repkov zamieścił rysunki przedstawiające konkretne przepisy, dzięki czemu sędziowie, także niepiśmienni, mogli je odtwarzać, bo znali je na pamięć.
Czyli równie dobrze nie potrzebujemy w dzisiejszych czasach nauczycieli, radców prawnych, tłumaczy...
Myślę, że kryzys kościoła katolickiego tkwi w jego niedostosowaniu do współczesności. Nikt już nie chce słuchać o tym, że każda sperma jest święta, a stosunki inne niż dopochwowe, albo nie daj Boże, homoseksualne, skutkują natychmiastowym piekłem. Nikt również nie oczekuje, że ktoś będzie za nich myślał. To już nie jest ta epoka. Dlatego kościół albo podąży drogą reform, albo stanie się jak wciąganie tabaki - zabawnym obyczajem z zeszłej epoki.
Czemu Brat generalizuje? Jest wiele osób, które chcą słuchać nauczania Kościoła i się z nim zgadzają.
Na to wszystko nakłada się jeszcze zepsucie kleru, co jest szczególnie rażąco widoczne w Polsce. Nie chce tutaj wskazywać konkretnych przypadków i piętnować z imienia i nazwiska, ale nie trzeba daleko szukać by dostrzec Komisję Majątkową, która, i tu jest bardzo zabawna sprawa, "odzyskała" nieruchomość, która w zasadzie należała przed 1945 do mojej rodziny ;) Także te nowe mercedesy biskupów, złocone naczynia w kościołach, w sytuacji gdy naokoło jest tylu ludzi głodnych i nagich. No ale kościół w ostatnich czasach nie jest przewodnikiem, a drogowskazem. A drogowskaz wskazujący drogę np. do lasu potem za nami do tego lasu nie idzie ;)
Dziwne, że ludzie zawsze zauważają księży-pedofilów a nie widzą nigdy tego co robi np. Caritas. Ludzie pewnie po prostu widzą to, co chcą widzieć.
Prawdą jest, że zachowanie niektórych duchownych jest więcej niż naganne. Jak najbardziej trzeba to zachowanie wytykać i domagać się zaprzestania takiego zachowania. Jednak, za Słownikiem Języka Polskiego, Kościół to "wspólnota ludzi jednego wyznania, zwłaszcza wspólnota chrześcijańska". I o tym powinniśmy pamiętać.
Odnosząc się jeszcze do wątku Anglii. Myślę, że reformacja była tam nieunikniona. Oprócz Francji, gdzie reformacja została zduszona, reformacja miała miejsce w każdym kraju zachodnim, za wyjątkiem państw peryferyjnych (Hiszpania, Portugalia, Polska czy Węgry). Była to po prostu konieczność, która, jeśli nie rękoma Henryka VIII to dokonałaby się w inny sposób.
Ja jednak jestem innego zdania. W większości zasada czyje państwo, tego religia zachowała się w Europie. Jeśli Henryk pozostałby katolikiem, jego kraj również nie zmieniałby wyznania.
-
Najpierw odpowiadając Bratu Markosowi,
Dla mnie praktyka to zarówno własna rozmowa z Bogiem, jak i odmawianie pacierza czy uczestnictwo we mszy świętej.
Bardzo ciekawy temat został wywołany, więc postaram się, w miarę możliwości krótko, przedstawić swój pogląd na ten problem.
Poglądy pana Czartoryskiego uznaję za co najmniej zabawne, by litościwie nie określić ich mianem reakcyjnych. Ogromny postęp, jaki dokonał się w dziedzinie edukacji i kolportażu pozwala większości ludzi w naszym kraju samodzielnie zapoznawać się różnymi dziełami, zwłaszcza dotyczącymi chrześcijaństwa, tak krytycznymi jak i apologetycznymi. Dzięki temu każdy ma potencjalnie możliwość samodzielnego wyrobienia sobie stanowiska na pewne kwestie teologiczny, eschatologiczne etc. Dzięki temu, trawestując nieco przewrotnie Mao Zedonga, kwitnie sto kwiatów i współzawodniczy sto szkół.
Każdy ma prawo wyrabiania własnej opinii. Zgoda. Ale każdy też ma prawo być poinformowany o tym jakie jest nauczanie Kościoła w danej sprawie.
W istocie. Ale nie należy się dziwić, że ludzie uciekają ze struktury, która jest skostniała i niezbyt otwarta na samodzielne myślenie jej członków.
Koncepcja istnienia urzędu nauczycielskiego, moim zdaniem, była wymuszona przez warunki istniejące na przestrzeni dziejów. Większość ludzi była niepiśmienna i niewykształcona, więc kościół musiał dotrzeć do prostego chłopa jasno wykładając mu swoją doktrynę, najlepiej w sposób przystępny, z udziałem miejscowego folkloru i w obrazkach. Notabene taki etap istniał także w naukach prawnych, gdzie w Zwierciadle Saskim von Repkov zamieścił rysunki przedstawiające konkretne przepisy, dzięki czemu sędziowie, także niepiśmienni, mogli je odtwarzać, bo znali je na pamięć.
Czyli równie dobrze nie potrzebujemy w dzisiejszych czasach nauczycieli, radców prawnych, tłumaczy...
Kto potrzebuje, ten potrzebuje. Istnieją ludzie, którzy sami reprezentują siebie przed sądami, dokonują samodzielnie czynności prawnych, a są też tacy, którzy nawet samochód kupują przez pełnomocnika. Kwestia wyboru.
Myślę, że kryzys kościoła katolickiego tkwi w jego niedostosowaniu do współczesności. Nikt już nie chce słuchać o tym, że każda sperma jest święta, a stosunki inne niż dopochwowe, albo nie daj Boże, homoseksualne, skutkują natychmiastowym piekłem. Nikt również nie oczekuje, że ktoś będzie za nich myślał. To już nie jest ta epoka. Dlatego kościół albo podąży drogą reform, albo stanie się jak wciąganie tabaki - zabawnym obyczajem z zeszłej epoki.
Czemu Brat generalizuje? Jest wiele osób, które chcą słuchać nauczania Kościoła i się z nim zgadzają.
Ale większość tego nauczania nie słucha, bo nie chce i się z nim nie zgadza. Ewentualnie słucha, ale traktuje w charakterze ciekawostki przyrodniczej.
Na to wszystko nakłada się jeszcze zepsucie kleru, co jest szczególnie rażąco widoczne w Polsce. Nie chce tutaj wskazywać konkretnych przypadków i piętnować z imienia i nazwiska, ale nie trzeba daleko szukać by dostrzec Komisję Majątkową, która, i tu jest bardzo zabawna sprawa, "odzyskała" nieruchomość, która w zasadzie należała przed 1945 do mojej rodziny ;) Także te nowe mercedesy biskupów, złocone naczynia w kościołach, w sytuacji gdy naokoło jest tylu ludzi głodnych i nagich. No ale kościół w ostatnich czasach nie jest przewodnikiem, a drogowskazem. A drogowskaz wskazujący drogę np. do lasu potem za nami do tego lasu nie idzie ;)
Dziwne, że ludzie zawsze zauważają księży-pedofilów a nie widzą nigdy tego co robi np. Caritas. Ludzie pewnie po prostu widzą to, co chcą widzieć.
W sprawie Caritas też mógłbym się niezbyt przychylnie wypowiedzieć, ale nie chcę z tematu czysto teoretycznego zrobić flejmu.
Prawdą jest, że zachowanie niektórych duchownych jest więcej niż naganne. Jak najbardziej trzeba to zachowanie wytykać i domagać się zaprzestania takiego zachowania. Jednak, za Słownikiem Języka Polskiego, Kościół to "wspólnota ludzi jednego wyznania, zwłaszcza wspólnota chrześcijańska". I o tym powinniśmy pamiętać.
Z tym, że kierownictwo w tej wspólnocie nie należy do jej członków. Jest autokratyczne.
Odnosząc się jeszcze do wątku Anglii. Myślę, że reformacja była tam nieunikniona. Oprócz Francji, gdzie reformacja została zduszona, reformacja miała miejsce w każdym kraju zachodnim, za wyjątkiem państw peryferyjnych (Hiszpania, Portugalia, Polska czy Węgry). Była to po prostu konieczność, która, jeśli nie rękoma Henryka VIII to dokonałaby się w inny sposób.
Ja jednak jestem innego zdania. W większości zasada czyje państwo, tego religia zachowała się w Europie. Jeśli Henryk pozostałby katolikiem, jego kraj również nie zmieniałby wyznania.
Niemniej reformacja i tak miałaby miejsce, ewentualnie zakończyłoby się to tak jak we Francji.
-
Z tym, że kierownictwo w tej wspólnocie nie należy do jej członków. Jest autokratyczne.
Chyba autorytarne.
Kierownictwo Kościoła jest oparte na hierarchii, którą stworzył Chrystus osobiście.
Ale większość tego nauczania nie słucha, bo nie chce i się z nim nie zgadza. Ewentualnie słucha, ale traktuje w charakterze ciekawostki przyrodniczej.
Niezły egocentryzm - mierzyć wszystkich wg siebie. Nie wiem skąd Pan bierze takie bzdury, ale to nie prawda :)
Kto potrzebuje, ten potrzebuje. Istnieją ludzie, którzy sami reprezentują siebie przed sądami, dokonują samodzielnie czynności prawnych, a są też tacy, którzy nawet samochód kupują przez pełnomocnika. Kwestia wyboru.
Jasne, tylko że kwestia kupna złego samochodu jest śmiesznie śmieszna w porównaniu do kwestii duchowości. Wybory na płaszczyźnie moralności, mają znaczenie często dla wielu osób, czasem i przez pokolenia.
Ogółem z Pańskich wypowiedzi wyczytuję głownie chęć podburzania i siania zamętu, zwrócenia na siebie uwagi. Strasznie wrogo podchodzi Pan do osób z odmiennymi poglądami. Można prowadzić dyskusje na sporne tematy i nawet się kłócić w sposób nieco bardziej cywilizowany ;)
-
Z tym, że kierownictwo w tej wspólnocie nie należy do jej członków. Jest autokratyczne.
Chyba autorytarne.
Kierownictwo Kościoła jest oparte na hierarchii, którą stworzył Chrystus osobiście.
To zabawne, bo w czasach wczesnochrześcijańskich zbory były kierowane demokratycznie, a z pewnością nauczanie Jezusa było nieco "świeższe" niż teraz ;)
Ale większość tego nauczania nie słucha, bo nie chce i się z nim nie zgadza. Ewentualnie słucha, ale traktuje w charakterze ciekawostki przyrodniczej.
Niezły egocentryzm - mierzyć wszystkich wg siebie. Nie wiem skąd Pan bierze takie bzdury, ale to nie prawda :)
Wystarczy rzucić okiem na pierwsze lepsze statystyki uczestnictwa w rytuałach religijnych kościoła katolickiego i wiary poszczególnych osób. Biorąc pod uwagę fakt, że w ten sposób procenty sumują się ponad sto, jest to podział przynajmniej krzyżujący się, jeśli nie podprzeciwny ;)
Kto potrzebuje, ten potrzebuje. Istnieją ludzie, którzy sami reprezentują siebie przed sądami, dokonują samodzielnie czynności prawnych, a są też tacy, którzy nawet samochód kupują przez pełnomocnika. Kwestia wyboru.
Jasne, tylko że kwestia kupna złego samochodu jest śmiesznie śmieszna w porównaniu do kwestii duchowości. Wybory na płaszczyźnie moralności, mają znaczenie często dla wielu osób, czasem i przez pokolenia.
Dla ciebie wszystko, co nie jest zgodne z twoim światopoglądem, jest śmiesznie śmieszne.
Ogółem z Pańskich wypowiedzi wyczytuję głownie chęć podburzania i siania zamętu, zwrócenia na siebie uwagi. Strasznie wrogo podchodzi Pan do osób z odmiennymi poglądami. Można prowadzić dyskusje na sporne tematy i nawet się kłócić w sposób nieco bardziej cywilizowany ;)
Z twoich wypowiedzi wynika, że świetnie znasz się na czynieniu drobnych złośliwości. Niestety, ale tego samego nie można powiedzieć o twojej kulturze osobistej czy chociażby znajomości psychologii. Ja osobiście się nie obrażam, bo takie docinki są mi obojętne, ale dam ci radę. Wchodzenie w towarzystwo z kijem w sempiternie nie zjedna ci sympatii.
-
Oj, widzę że ta dyskusja zaczyna schodzić na niebezpieczne manowce. Bracie Arturze,
Książę Aleksandrze. Te dwa ostatnie akapity w Waszych wypowiedziach były kompletnie
niepotrzebne. Nic nie wniosły do tej jakże ciekawej wymiany poglądów - a mogły stać się
zarzewiem konfliktu między Wami. Apeluję aby tego nie czynić. Dyskutujmy na argumenty,
nie zaś wymieniajmy się tego typu osobistymi przytykami. Klasę okazuje ten, co tego
nie robi, a jeszcze większą ten, co na to nie odpowiada.
-
To zabawne, bo w czasach wczesnochrześcijańskich zbory były kierowane demokratycznie, a z pewnością nauczanie Jezusa było nieco "świeższe" niż teraz ;)
To zabawne, bo tak się składa że o kwestiach kluczowych od samego początku decydowali apostołowie i Biskup Rzymu. Nawet pierwsze spory rozwiązywał następca św. Piotra, a nie Jan (ostatni podówczas żyjący apostoł). Istniał podział na diakonów, prezbiterów i biskupów - sam Chrystus tak podzielił. Miał 12 apostołów (biskupów), 72 uczniów (księży), itd... Podział istniał, tyle że gminy chrześcijańskie "rządziły się same". Co nie znaczy że demokratycznie :D Gdyby w Kościele była demokracja, to by upadł, zanim by Chrystus wstał z grobu :D
-
Gdyby w Kościele była demokracja, to by upadł, zanim by Chrystus wstał z grobu :D
Ma Brat u mnie beczułeczkę wina!
-
To zabawne, bo w czasach wczesnochrześcijańskich zbory były kierowane demokratycznie, a z pewnością nauczanie Jezusa było nieco "świeższe" niż teraz ;)
To zabawne, bo tak się składa że o kwestiach kluczowych od samego początku decydowali apostołowie i Biskup Rzymu.
A jakieś źródło na poparcie tej tezy?
-
Wszyscy wiemy, jak w owych czasach było ze "źródłami" ;D
A zatem - jakieś źródło na poparcie Waszej tezy? ;D
-
źródło? Pismo Święte, konkretniej Dzieje Apostolskie ;)
-
Wiesz Bracie. Dla agnostyka - a takim się Książę deklaruje, może to być niewystarczające źródło.
Do faktu istnienia Jezusa Chrystusa, patrząc obiektywnie, raczej nie ma zastrzeżeń (chociaż co
On czynił za lat młodzieńczych, to jestem tego niesłychanie ciekaw :) ) Co do Ewangeli zaś - jako
chrześcijanina mnie to trochę boli, ale istnieją opinie, iż były to tylko "bredzenia" starych, niedołężnych
ludzi, wykorzystywane potem przez ich następców do przyciągania nowych wiernych... Niby te
cztery oficjalne pisma trochę się między sobą tam różnią, ale czy to tę tezę podpiera...
-
źródło? Pismo Święte, konkretniej Dzieje Apostolskie ;)
Dobrze, zatem mamy źródła. A teraz zawęźmy nieco krąg naszych poszukiwań, do źródeł popierających twoją tezę ;)
-
Dzieje Apostolskie nie są długie i każdy może sobie przeczytać i zobaczyć jak wówczas pracował Kościół, a odnajdzie analogizmy do czasów Nam współczesnych.
Gwoli ścisłości - nie przeszliśmy na Ty :)
-
Dzieje Apostolskie nie są długie i każdy może sobie przeczytać i zobaczyć jak wówczas pracował Kościół, a odnajdzie analogizmy do czasów Nam współczesnych.
Czyli nadal nie ma na to dowodu. Szkoda.
Gwoli ścisłości - nie przeszliśmy na Ty :)
No ja ci do mnie na ty mówić nie pozwoliłem :)
-
Gwoli ścisłości - nie przeszliśmy na Ty :)
No ja ci do mnie na ty mówić nie pozwoliłem :)
No to przejdźcie wreszcie i pozwólcie sobie! ;) Jak dzieci zupełnie ;D
Drugą beczułkę daję , dla obu! Żeby spożyli i droczyć się przestali!
-
No bo to jest rozmowa na poziomie małych dzieci. Zamiast merytorycznych argumentów, próby paternalistycznego pouczania i obraza majestatu, bo ktoś nie mówi per pan :D
-
Naprawdę, starczy. Nic już ta dyskusja nie wniesie. Proponowałbym aby któryś z Braci Administratorów
zamknął wątek.