Rotria
OFFTOPIC => ARCHIWUM => Wątek zaczęty przez: Cesare Francesco de Medici w Piątek, 27 Lip 2012, 13:09:31
-
http://rzeczpospolitaobojganarodow.pl/forum/viewtopic.php?f=152&t=1898
Na mocy Dekretu Królewskiego ród Czartoryskich przestał istnieć w mikroświecie. Nie istnieje od tej pory prawna regulacja potwierdzająca moje pokrewieństwa z Panem Arturem. W związku z tym nie mam prawa posługiwania się Jego nazwiskiem. Wracam, więc do starego dobrego de Medici :). Jako, że nie ma potwierdzenia, to nie mogę nazywać tegoż Brata kuzynem. Lecz więzy krwi zostają, niczym nie potwierdzone, lecz zostają ...
Dziękuję Bracia,
/-/ hr. Cesare de Medici
-
Bracie Cesare. Dlaczego? Zawsze możesz poprosić Jego Świętobliwość o rozpoczęcie rodu. Nie jest to jakimś wielkim problemem. Z tym wyjątkiem, że Twą ojczyzną, mam nadzieję, będzie Rotria, a nie RON. :)
-
Moją ojczyzną zawsze będzie Rotria :), ale muszę respektować Dekrety Króla RON, gdyż jestem także obywatelem tegoż państwa.
-
To nic nie stoi na przeszkodzie, żeby brat Czartoryski wstąpił do rodziny de Medici, chyba że Głowa Rodu będzie miała odmienne zdanie. Zawsze z jakiejś patowej sytuacji jest wyjście.
-
To już musi być Jego decyzja ;)
-
Ano tak. :)
-
Chwilę temu podjąłem decyzję o zrzeczeniu się obywatelstwa RON. Jest to piękny kraj, lecz ciężko opanować dobrze dwie mikroncje. Dla mnie to trudne, dlatego pościęcam się całkowicie Rotrii :)
-
Taka kara? To Brat Artur nieźle musiał tam "nawywijać", coby sobie na takie ukaranie zasłużyć...
-
Umiłowany Bracie,
brat Cesare nie został ukarany - co więcej został zapewniony, że ostatnie wydarzenia nie wpłyną na jego v-życie i działalność. Otrzymał majątek, potwierdzono jego tytuł szlachecki. Później dopiero jednakże Brat Cesare podjął decyzję, że dwie mikronacje, to zbyt wiele. Ja w całości ową decyzję zrozumiałem i szanuję, dlatego Brat Cesare staje dzisiaj na rotryjskiej agorze ;). Otrzymał również zapewnienie, że w dalszym ciągu uznawany jest za przyjaciela RON i nic nie ma prawa tego zmienić ;).
Z pozdrowieniem,
-
Tak. Dziękuję Waszej Królwskiej Mości za wyjaśnienia :)
-
Ja miałem na myśli Brata Artura, Eminencjo. No i tę kasatę rodu...
-
Bracia, porponuję nie przejmować się co kto zawinił ;) oraz wrócić do życia sprzed sprawy :D.
-
I ja z miłą chęcią rekomenduję ów postulat ;).
-
Cóż, zachowanie Jego Kardynalskiej Królewskości mówi samo za siebie. To gwałt na wolność słowa i wolność obywateli. Skazać człowieka za głoszenie poglądów - tak robił Hitler. Macie ze sobą widać wiele wspólnego. Nawet JCiKM, z którym miałem okazję rozmawiać po całej tej sytuacji uznał iż Wasza Kardynalska Królewskość przegiął. Cytat z Konstytucji, którą podpisałeś Eminencyjo:
Artykuł 9.
(Prawa obywateli)
1. Rzeczypospolita gwarantuje swoim obywatelom następujące podstawowe prawa:
(...)
- do wolności myśli, sumienia i wyznania;
- do głoszenia swoich poglądów i opinii;
(...)
- do rzetelnego sądu;
(...)
Złamałeś wszystkie te punkty ;) Wiadomo czemu to zrobiłeś, Eminencyjo - wiem wiele na Twój temat, również to jakim wierutnym kłamcą jesteś i parę z Twoich bajek potrafię udowodnić, m.in. że podawałeś się za v-ce prezesa firmy deweloperskiej i prawnika, będąc tak na prawdę licealistą ;) Tak na marginesie. Żeby kłamać, trzeba umieć to robić. Ty natomiast inną bajkę opowiadałeś każdemu. Jednakże zrobiłeś 2 kardynalne błędy. Podałeś mi adres poczty na którym masz konto na FB, a potem tym samym kontem zalikowałeś profil RON na FB ;) Kłamstwo ma krótkie nogi, zwłaszcza gdy ktoś nie umie kłamać, Panie prezesie. Pozwól że zacytuję klasyka:
Nie ma w słowniku ludzi kulturalnych słów, które w dostatecznie obelżywy sposób byłyby w stanie opisać pańskie postępowanie. (...) Pan się nie kwalifikuje nawet do sądu dla ludożerców, Bushmanie! W moich oczach jest Pan nędznym gadem, omyłkowo tylko nazywanym człowiekiem
-
Taak, przelejmy RON-owskie problemy do Rotrii...
-
Bracie Arturze Drogi. Do listu Twego, i zawartych w nim opinii się nie odniosę, bo w temacie
nie jestem, i niespecjalnie wiem o co tam w tym wszystkim chodzi. Jednakże porównywanie
kogoś do A. Hitlera jest dużą przesadą i nietaktem. Szczególnie w Polsce.
-
Dobrze, zakończmy ten spór już. Brat Orsini ma rację. Tutaj nie jest RON. Zarówno brat Czartoryski i kardynał Radziwiłł muszą przestrzegać prawa naszego kraju, bo w nim się aktualnie znajdują.
Co do "nie prawdomówności" kardynała Radziwiłła, cóż... brat Czartoryski nie jest pierwszą osobą, która o Was tak mówi, drogi kardynale. Może faktycznie czas się zastanowić nad swoimi poczynaniami.
Bracie Pafnucy, w tym sporze nie stoję po nikogo stronie. Jednak kilku rzeczy nie jestem w stanie znieść. Na szczycie tej listy jest kłamstwo. Jednak odniosę się do tych samych słów co Ty, umiłowany biskupie ("Skazać człowieka za głoszenie poglądów - tak robił Hitler.") Jest to przecież stricte historyczną prawdą. Działo się tak i po mimo, że chwała Ci Boże, pan H. nie żyje nadal w niektórych krajach głoszenie niepopularnych idei czy poglądów jest srogo karane. Przykładowo Kuba czy Chiny.
-
Obawiam się, że w wypowiedzi ks. Czartoryskiego nie chodziło o prawdę historyczną, ale o naganne przyrównywanie do zbrodniarzy wojennych. Takie działania można tylko potępić. Ja ze swojej strony mogę dodać tylko tyle - chcecie się kłócić i obrzucać mięsem, idzie do RON. Rotria miłuje pokój i jeżeli niesiecie burze pozostawcie ją poza granicami Stolicy Apostolskiej.
-
Mi chodziło o te słowa, Bracie Giovanni -
Macie ze sobą widać wiele wspólnego.
Pan H. miał w zwyczaju czynić znacznie gorsze i potworniejsze rzeczy, niż tylko "skazywanie
ludzi za głoszenie poglądów". Pamiętajmy o tym.
-
Zgadzam się co do porównań, że nie są one jakby to ująć, etyczne. Jednak to co powiedział brat Czartoryski jest prawdą. Nie można dysputować z faktami i ze źródłami historycznymi.
Popieram przedmówcę odnośnie obrzucania się błotem. :)
Tak, to prawda. Pan H. ma wiele na swoim sumieniu. Jednak tak na prawdę wszystko się do tego sprowadzana. Do wyznawanych przekonań, idei i poglądów.
-
No właśnie, rozgraniczmy RON i Rotrię. Te dwa państwa są bliskie, ale inne :)
-
Ja jestem ciekaw, czy ci, którzy tak chętnie nawiązują do Mister Adolfa i mówią o wolności słowa sami jej realnie przestrzegają ;] Bo w naszym kraju demokracja nadal raczkuje a wielu patologicznie ją pojmuje.
To tylko takie nawiązanie mi się nasunęło ;p
-
Umiłowani Bracia,
nie będę komentować żadnej z wypowiedzi Brata Artura. Nie będę przytaczać gróźb, które od niego otrzymałem ani też opinii i wieści, które ów Brat głosił na mój temat - rzadko jednakże zgodnie z prawdą. Osobiście nie żałuję tego, co się skończyło. Widzę na reszcie spokój i ciszę. Nie będę musiał borykać się ze skandalami i problemami, które Pan Czartoryski wywołał. Dodam jedynie tyle, że większość kapłanów rotryjskich głęboko wierzy w Dekalog i inne przykazania. Brat Artur, podający się za v-osobę duchowną, nie raczy nawet odnosić się do któregokolwiek z przykazań, a co więcej - oczernia i porównuje moją osobę do największego zbrodniarza. Ma do tego prawo - ja nie widzę w tym nic złego. Za radą pewnego bliskiego memu sercu dyplomaty mogę powiedzieć jedynie tyle, że osoba dzierżąca koronę nie powinna zważać na opinię obywatela, która jest nieprzychylna jego osobie. Zawsze takie rzeczy się zdarzają. Nie urodził się taki, który by wszystkim dogodził, jak mówi stare porzekadło. Do póki nie jest to oficjalne stanowisko władz kraju traktatowego, nie będę reagować.
Bracie Czartoryski,
pozwolę sobie powtórzyć to, co mówiłem od początku. Nie miałem zastrzeżeń do pracy, jaką Brat wykonywał i spełniania obowiązków. Jednakże w swoim zachowaniu i tym, że nie potrafi Brat przyznać się do błędu - od początku żywię niemałą urazę, pomny na to, że niegdyś byłem taki sam. Wszyscy przebaczyli Waszmości, wyrok wydany przez sąd był łaskawy. Pan jednakże po raz kolejny nie potrafiwszy przyznać się do błędu, wysmarował post, o którego treści ... nie będę wspominać. Przykro mi, że tak się to skończyło. Zgodnie z prawem, uznany Brat został za persona non grata na terenie Rzeczpospolitej. Może kiedyś się to zmieni, może nie. Niczego więcej w tej sprawie ani w jakiejkolwiek kwestii Pana Czartoryskiego nie będę dodawać ani także głosu zabierać. Może Pan mówić jak już wspominałem co chce. Człowiek winien otwarty być nawet na najgorszą krytykę - proszę mówić to, na co tylko Pan ma ochotę, a czego - Pańskim zdaniem - zabrakło w RON. Moim skromnym zdaniem, znieważenie władz państwowych i kraju, nazywając je lennem pod protektoratem MAW oraz inne, gorsze epitety - nie są wyrazem braku wolności słowa, ale zwykłych pospolitych wulgaryzmów, których Brat już limit wyczerpał. Nie przystoi to ani v-osobie duchownej, ani jakiemukolwiek dostojnikowi, który swoją postawą reprezentuje Rzeczpospolitą.
Dziękuję Umiłowani Bracia, niczego więcej w tej kwestii nie będę dodawać. I wdzięczny jestem za działania zmierzające do rozdzielenia Państwa Kościelnego i Rzeczpospolitej. Nie po to przybywszy z Warszawy ażeby spotkać się z Jego Świętobliwością jestem w Rotrii, aby borykać się z problemami mojego kraju. Rzeczpospolita i jej sprawy niech zostaną na Vaarlandzie, a tutaj niech będzie Stolica Apostolska.
Z Panem Bogiem,
-
Cóż, może faktycznie warto skończyć ten temat. Dyskusja nie zaprowadzi Nas ani do porozumienia, zgody, ani do ważnych wniosków i przemyśleń. Nie dogadamy się, za późno na to. Obrzucanie się publicznie obelgami żadnemu z Nas nie przyniesie chluby. Zatem, skoro nasze drogi się rozchodzą, to, choć sam nie wierzę w to co mowię, żyzę szerokiej drogi i powodzenia oraz jako prezbiter błogosławię:
In nomine Patris, et Filii, et Spiritus Sancti. Amen.
-
Umiłowany Bracie,
i ja nie wierzę, że przełamałeś granicę, czego wcześniej trudno było Ci dokonać. Owa banicja, na którąś został wysłany, nie jest wieczna. Jej celem miało być ostudzenie Twoich zapędów - żebyś ujrzał, że ciężko pracując dorobiłeś się wielu rzeczy, jednakowoż jeszcze szybciej można je stracić za pochopne działanie - sam tak czyniłem. Twoje majętności nie odeszły w niepamięć - są spisane. Nie godzi się nikomu odbierać tego, co w świadomości umysłu ciężką wypracował dolą. Jeśli tylko ostygniesz nieco z ubiegłych wydarzeń i kiedykolwiek zechcesz powrócić - nie ma problemu. Jednakże pamiętaj, że kierować się należy pierwej rozumem, później rozum zweryfikować sercem. Niechaj i Tobie Miłosierny Pan pobłogosławi jako i ja to czynię, in Nomine Patris, et Filii, et Spiritus Sancti.
Z pozdrowieniem,
-
Wspaniałe zakończnie sprawy :-)
-
Ja również cieszę się niezmiernie z takiego obrotu sytuacji.
Na koniec zaproponowałbym jeszcze obu Braciom rozważenie 8 rozdziału
Ewangelii wg. Św. Jana, wersety 1-11. Tak na podsumowanie i refleksję.
-
To bodaj to miejsce tak studzi emocje i wpływa na miłosierdzie ;)
-
I tak być powinno, Bracie Arturze Umiłowany. Tak właśnie być powinno. :)
-
J 8,1-11
1 Jezus udał się na Górę Oliwną. 2 Rano znowu przybył na teren świątyni i cały lud zaczął się zbierać przy Nim. On usiadł i uczył ich. 3 Wtedy uczeni i faryzeusze przyprowadzili jakąś kobietę, przyłapaną na cudzołóstwie. Postawili ją pośrodku 4 i powiedzieli Mu: "Nauczycielu, ta kobieta została przyłapana na występku cudzołóstwa. 5 W Prawie Mojżesz kazał nam takie kamienować. A Ty co powiesz?" 6 Mówili to dla poddania Go próbie, by mieć coś do oskarżenia Go. Na to Jezus pochyliwszy się rysował palcem po ziemi. 7 Gdy nie przestawali Go pytać, wyprostował się i rzekł im: "Kto z was bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem". 8 I znowu pochyliwszy się, rysował po ziemi. 9 Gdy oni to usłyszeli, zaczęli jeden po drugim odchodzić, zaczynając od starszych. Został sam i ta kobieta, stojąca pośrodku. 10 Jezus wyprostował się i zapytał ją: "Kobieto, gdzie są? Żaden nie wydał na ciebie wyroku?" 11 Odpowiedziała: "Żaden, Panie". Jezus rzekł: "I ja na ciebie wyroku nie wydaję. Idź, a odtąd już nie grzesz".
-
Ano właśnie. O to dokładnie mi chodziło. :)
-
Pozwolę sobie, korzystając z okazji, poinformować JE kard. Radziwiłła, Rektora UJ, że nie życzę sobie by publikacje moje i mojej śp. małżonki widniały dłużej na katedrach Architektury i Historii Sztuki oraz w Bibliotece UJ. Dziękuję ;)
-
Umiłowany Bracie,
z chwilą publikacji prac naukowych stały się one materiałem dydaktycznym Uniwersytetu i są jego częścią pedagogiczną. Nie mam obowiązku ich usunięcia. Zostały wygłoszone w chwili, kiedy pełnił Brat urząd prorektora i wykładowcy. To tak, jakby sędzia okręgowy, będący częścią państwowego aparatu judykatury, zostawszy zwolnionym dyscyplinarnie - wniósł o unieważnienie swoich wyroków, albowiem przecież sam je spisał i sam pracował z kodeksami nad ich merytoryczną poprawnością. Pan wraz ze swoją małżonką wykładał jako wykładowca, za co otrzymywał wynagrodzenie. Prace są częścią Pańskich obowiązków, za których niewykonanie najpewniej otrzymałby Pan wypowiedzenie. Można zatem wydedukować, że podejmując prace na uczelni, spisał je Pan jako coś, za co otrzymywał zarobek - to był Pański sposób na życie.
Po raz kolejny proszę, żeby nie wywlekać spraw Rzeczypospolitej na terenie Stolicy Apostolskiej.
Jeśli już zajdzie taka nader wszystko niezbędna konieczność - jest wątek ambasady, można w nim się zgłosić, postaram się pomóc. Jeśli sprawa wymierzona jest z aparatu państwowego Stolicy Apostolskiej i kierowana jest do władz Rzeczypospolitej - od tego jest prymas, pełniący również funkcję dyplomatyczną przy królu. Będę wdzięczny w szczególności, że już Eminencja de Medici oraz Magnificencja Ganganelli zwracali uwagę na fakt, że Rotria to nie RON. Mimo, że RON jest moją ojczyzną, a Stolica Apostolska umiłowaną matką - jestem propagatorem onego postulatu.
Bóg zapłać,
-
Cóż, zachowanie Jego Kardynalskiej Królewskości mówi samo za siebie. To gwałt na wolność słowa i wolność obywateli. Skazać człowieka za głoszenie poglądów - tak robił Hitler.
I nie tylko on ;)
Złamałeś wszystkie te punkty ;) Wiadomo czemu to zrobiłeś, Eminencyjo - wiem wiele na Twój temat, również to jakim wierutnym kłamcą jesteś i parę z Twoich bajek potrafię udowodnić, m.in. że podawałeś się za v-ce prezesa firmy deweloperskiej i prawnika, będąc tak na prawdę licealistą ;)
No dobrze, ale co to wnosi do sprawy? Kogo to obchodzi. Jak dla mnie Franciszek Ferdynand und so weiter może być kumakiem plamistym.
Taak, przelejmy RON-owskie problemy do Rotrii...
No i to jest słuszna koncepcja. Weźcie załatwcie sprawę między sobą, jak mężczyzna z mężczyzną, dajcie sobie po mordzie, potem wypijcie bruderszaft. Nam tej dziecinady oszczędźcie.
Pozwolę sobie, korzystając z okazji, poinformować JE kard. Radziwiłła, Rektora UJ, że nie życzę sobie by publikacje moje i mojej śp. małżonki widniały dłużej na katedrach Architektury i Historii Sztuki oraz w Bibliotece UJ. Dziękuję ;)
Pomijając fakt, że takie sprawy załatwia się kanałami prywatnymi, to skorzystam z okazji by powiedzieć stanowcze "Bleee!" zżynaniu z realnego UJ.
z chwilą publikacji prac naukowych stały się one materiałem dydaktycznym Uniwersytetu i są jego częścią pedagogiczną. Nie mam obowiązku ich usunięcia. Zostały wygłoszone w chwili, kiedy pełnił Brat urząd prorektora i wykładowcy. To tak, jakby sędzia okręgowy, będący częścią państwowego aparatu judykatury, zostawszy zwolnionym dyscyplinarnie - wniósł o unieważnienie swoich wyroków, albowiem przecież sam je spisał i sam pracował z kodeksami nad ich merytoryczną poprawnością. Pan wraz ze swoją małżonką wykładał jako wykładowca, za co otrzymywał wynagrodzenie. Prace są częścią Pańskich obowiązków, za których niewykonanie najpewniej otrzymałby Pan wypowiedzenie. Można zatem wydedukować, że podejmując prace na uczelni, spisał je Pan jako coś, za co otrzymywał zarobek - to był Pański sposób na życie.
To akurat jest bzdura. Niezależnie od wartości merytorycznej i jakości pracy umysłowej Czartoryskiego, to o ile była to praca twórcza i jego własna, to on jest właścicielem tej twórczości i ma prawo żądać jej usunięcia. Co zresztą uważam za dziecinadę.
-
Przytoczony przez Eminencję przykład jest nieporównywalny. Otóż werdykt sędziowski nie jest dobrem umysłowym, lecz aktem prawa, co z automatu czyni go własnością państwa. Wykład, czy też publikacja, stanowi wartość intelektualną jej autora, jest podstawą funkcjonowania katedry. Można by więc rzec, że za każdym razem, gdy praca naukowa jest wyświetlana, to tak jakby w realu wykładowca ją wygłosił w formie wykładu. Mój dorobek naukowy, może być więc prezentowany, tak długo jak mogę go wygłaszać, będąc wykładowcą czy też innego rodzaju pracownikiem uczelni. Za to więc pobierałem pensję jako wykładowca na UJ, że moje wykłady były jakoby "wygłaszane". Skoro więc nie jestem już pracownikiem UJ, moje prace powinny stamtąd zniknąć. Co więcej, wspomniane prace mobilizują istnienie katedry Architektury, której nie ma kto poprowadzić, z racji na brak osoby z odpowiednim wykształceniem w tym kierunku. A nawet jeśli by taka osoba się znalazła, to nie życzę sobie, by jej praca opierała się o moje prace i dorobek naukowy, gdyż ten układa się w program nauczania, całkowicie przeze mnie zrealizowany. Stąd pytam, jakim prawem ktoś ma się dorabiać na mojej pracy? Tego jako autor sobie zwyczajnie nie życzę. Gdyby nie fakt, że zostałem zbanowany, sam usunąłbym te prace, bez robienia niepotrzebnego zamieszania, jednakże nie zdążyłem - pech.
Przykro mi, że muszę tę sprawę załatwiać w ten sposób, ale obawiam się, że gdybym skomunikował się z Eminencją w tej sprawie na PW lub GG (co obecnie jest niemożliwe - zostałem przecież zablokowany) zostałbym najzwyczajniej w świecie olany. Tak, mogę mieć chociaż nadzieję, że ta sprawa chociaż ujrzy światło dzienne. Albo wykłady zostaną usunięte, albo liczę na 10 DPL miesięcznie za każde "wygłoszenie", tj. wyświetlenie moich wykładów.
-
Panie Czartoryski,
prosiłem już o coś. Rozmawiajmy albo per PW, albo w ambasadzie. Nie twórzmy tutaj zgiełku.
Dobrze, skoro taka Pańska wola, niechaj się stanie. Jednakowoż dopiero wtedy będę mógł usunąć katedrę i wykłady, kiedy opuszczą ją wszyscy studenci. Obecnie został tylko jeden. Jeśli wszystko przebiegnie pomyślnie - kapituła powołana przez rektora, w której skład wejdą wszyscy doktorzy i profesorowie z całego kraju, obejrzy dorobek naukowy, zweryfikuje poziom prac i ewentualnie przyzna tytuł. Po zakończeniu czynności z tym związanych, katedra Architektury zostanie rozwiązana na Brata życzenie.
Z pozdrowieniem,
-
Dziękuje i pozdrawiam.
-
Cała przyjemność po mojej stronie, Umiłowany Bracie :).
-
Stąd pytam, jakim prawem ktoś ma się dorabiać na mojej pracy? Tego jako autor sobie zwyczajnie nie życzę.
[..]
Albo wykłady zostaną usunięte, albo liczę na 10 DPL miesięcznie za każde "wygłoszenie", tj. wyświetlenie moich wykładów.
Co za małostkowość.
-
To nie małostkowość. To pragmatyzm. ;)
-
To straszliwa małostkowość. Cała nasza cywilizacja jest zbudowana na tym, że dzielimy się swoimi odkryciami. Gdyby spadkobierca wynalazcy koła je opatentował i żądał tantiem za każde jego użycie, to większość nie mogłaby jeździć nawet komunikacją miejską, nie mówiąc o pociągach czy chociażby rowerach :D
-
Ale czym za to jeździł by ten spadkobierca! ;D
-
Niczym, bo nie powstałyby samochody :D
-
Zresztą, ja tam bym się cieszył, że ktoś publikuje moje prace, opatrzone moim, chociażby wirtualnym, nazwiskiem.
-
Muszę zgodzić się z księciem :)
-
No tak, ale nie każdy jest Tobą, Bracie Aleksandrze.
-
Zastanawiam się teraz, czy gdyby każdy był mną, to czy by to było piekło na ziemi czy raczej niebo? Bo z jednej strony, wreszcie bym wszystkich rozumiał i wszystko o nich wiedział. A z drugiej, to by było nudne. No i mógłby być problem z przedłużeniem gatunku.