Rotria
OFFTOPIC => Zabawy i zainteresowania => Wątek zaczęty przez: Wirtualny Sejm w Niedziela, 19 Sie 2012, 23:24:45
-
„Wirtualny Sejm” to prawdopodobnie jedyny realistyczny polski polityczny PBF. 2005 rok był przełomowy dla polskiej sceny politycznej, chyba nie muszę tłumaczyć, dlaczego. W tej grze można wcielić się w rolę posła wybranego do sejmu 25 września 2005 roku (oczywiście nie któregoś konkretnego, ale w postać graną przez siebie). Czy powstanie PO-PiS? Jak będzie układała się współpraca z nowym prezydentem? Samoobrona i LPR mają szansę przetrwać? Uchwalilibyście inne ustawy, niż te, które przyjął ówczesny sejm? Mam nadzieję, że rozgrywka nie skończy się na 2007 roku.
Zależy mi na maksymalnym realizmie, toteż proponuję grę jedynie partiami, które wówczas były reprezentowane w sejmie. Jako Administrator (Mistrz Gry) obiecuję rzetelne prowadzenie pasjonującej rozgrywki.
https://sejmpo2205.fora.pl/
Wiem, że może to wyglądać na spam, ale proszę nie traktujcie tego w ten sposób. Anglojęzycznych realistycznych polsimów jest zatrzęsienie, sam szukałem podobnej rozgrywki w języku polskim. Niestety nie mogłem znaleźć, więc założyłem własną. Jeśli podoba wam się pomysł, zapraszam do wspólnej zabawy.
-
2005 rok był przełomowy dla polskiej sceny politycznej, chyba nie muszę tłumaczyć, dlaczego.
Nie, wytłumacz.
Wiem, że może to wyglądać na spam
Bo to jest spam ;)
-
2005 rok był przełomowy dla polskiej sceny politycznej, chyba nie muszę tłumaczyć, dlaczego.
Nie, wytłumacz.
Od tamtych wyborów mamy w miarę ustabilizowaną scenę polityczną. Nie jest tak, że co wybory skład parlamentu diametralnie się zmienia, wejście nowych ugrupowań jest o wiele trudniejsze, niż wcześniej (casus Ruchu Palikota nie potwierdza reguły). 2005 rok daje spore możliwości graczom - dobór frakcji parlamentarnych ukazuje dość szeroką rozpiętość poglądową, debata publiczna jeszcze skupiała się na wizjach, programach i ideach, a nie na klinczu dwóch głównych partii.
Bo to jest spam ;)
Zgoda, drobniutki ;). Ale i tak prosze o wyrozumiałość. Każdy jakoś zaczynał, gdzieś trzeba szukać nowych graczy. WS nie pokrywa się tematycznie z Rotrią, więc nie stanowi konkurencji ;)
-
1.Czyli w Grze "Wirtualny Sejm" większość w Parlamencie ma PiS - jest u władzy?
2.Jeśli zostanie sie pierwszym członkiem partii, staje się automatycznie jej przewodnicząćym?
-
(http://img209.imageshack.us/img209/6227/adadd.jpg)
-
(http://img209.imageshack.us/img209/6227/adadd.jpg)
Lubię to! (http://emots.yetihehe.com/1/serce.gif)
-
Jeśli już bawić się w sejm w realu, to w warunkach polskich - max 50 osobowy. Aż nadto wystarczy.
Bierne prawo wyborcze - przepustką co najmniej doktorat.
Czynne - specjalny egzamin, coś jak matura z WOSu.
A jak się tłuszcza, lewactwo wszelakie burzyć będzie, że to nieładnie, niedemokratycznie etc. -
gazem i pałami pędzić. Do czworaków, gdzie ich miejsce.
-
1.Czyli w Grze "Wirtualny Sejm" większość w Parlamencie ma PiS - jest u władzy?
PiS ma największy klub parlamentarny, samodzielnej większości nie ma. U władzy nie jest - czy będzie, to zależy od graczy tej partii i innych partii. PiS może stworzyć koalicję z innymi ugrupowaniami lub z jednym, może przekonać inne, żeby poparły rząd mniejszościowy. Z drugiej strony inne partie mogą dogadać się i stworzyć rząd przeciwko PiS. Ale arytmetyka sejmowa wskazuje, że zapewne PiS będzie przynajmniej współrządzić, choć nic nie jest wykluczone.
2.Jeśli zostanie sie pierwszym członkiem partii, staje się automatycznie jej przewodnicząćym?
Albo prezesem, jeśli to będzie PiS, LPR lub PSL ;). Jeśli do czasu startu rozgrywki do partii nie zgłosi się więcej niż jeden gracz, to tak. Jeśli będzie was więcej, wybierzecie sobie lidera.
-
Jeśli już bawić się w sejm w realu, to w warunkach polskich - max 50 osobowy. Aż nadto wystarczy.
Bierne prawo wyborcze - przepustką co najmniej doktorat.
Czynne - specjalny egzamin, coś jak matura z WOSu.
A jak się tłuszcza, lewactwo wszelakie burzyć będzie, że to nieładnie, niedemokratycznie etc. -
gazem i pałami pędzić. Do czworaków, gdzie ich miejsce.
Lubię to!
-
Jeśli już bawić się w sejm w realu, to w warunkach polskich - max 50 osobowy. Aż nadto wystarczy.
Bierne prawo wyborcze - przepustką co najmniej doktorat.
Czynne - specjalny egzamin, coś jak matura z WOSu.
A jak się tłuszcza, lewactwo wszelakie burzyć będzie, że to nieładnie, niedemokratycznie etc. -
gazem i pałami pędzić. Do czworaków, gdzie ich miejsce.
Lubię to! (http://emots.yetihehe.com/1/serce.gif) Gorzej z urzeczywistnieniem.
-
Jeśli już bawić się w sejm w realu, to w warunkach polskich - max 50 osobowy. Aż nadto wystarczy.
Bierne prawo wyborcze - przepustką co najmniej doktorat.
Czynne - specjalny egzamin, coś jak matura z WOSu.
A jak się tłuszcza, lewactwo wszelakie burzyć będzie, że to nieładnie, niedemokratycznie etc. -
gazem i pałami pędzić. Do czworaków, gdzie ich miejsce.
Ja bym poszedł o krok dalej. Zabrałbym bierne i czynne prawo wyborcze wszystkim tym, którzy spełniają przynajmniej jeden z następujących warunków:
1. osobiste członkostwo w PZPR, praca w UB, SB, MO lub innych organach kierowniczych tamtego okresu,
2. posiadanie w rodzinie bliskiego krewnego (do 3 stopnia) spełniającego powyższy warunek,
3. niepiśmienni przodkowie po 1918,
4. brak przynajmniej jednego rodzica szlachetnego pochodzenia, ew. dwóch dziadków,
5. brak majątku o wartości przynajmniej 10-krotności średniego wynagrodzenia w gospodarce narodowej w kwartale poprzedzającym wybory.
-
2005 rok był przełomowy dla polskiej sceny politycznej, chyba nie muszę tłumaczyć, dlaczego.
Nie, wytłumacz.
Od tamtych wyborów mamy w miarę ustabilizowaną scenę polityczną. Nie jest tak, że co wybory skład parlamentu diametralnie się zmienia, wejście nowych ugrupowań jest o wiele trudniejsze, niż wcześniej (casus Ruchu Palikota nie potwierdza reguły). 2005 rok daje spore możliwości graczom - dobór frakcji parlamentarnych ukazuje dość szeroką rozpiętość poglądową, debata publiczna jeszcze skupiała się na wizjach, programach i ideach, a nie na klinczu dwóch głównych partii.
To była ironia. Ale nawiasem, to mnie bawiło rozbicie parlamentu ze wczesnych lat 90. Miało swój urok. Stan Tymiński, Partia X i Wojna na górze ;) A teraz jest jednak wielka nuda, w polewie z nudy, z nadzieniem z nudy opakowane w nudę. Nudę destylowaną i warzoną przez dziesiątki lat, z recepturą doskonaloną przez stulecia.
Bo to jest spam ;)
Zgoda, drobniutki ;). Ale i tak prosze o wyrozumiałość. Każdy jakoś zaczynał, gdzieś trzeba szukać nowych graczy. WS nie pokrywa się tematycznie z Rotrią, więc nie stanowi konkurencji ;)
Wypadałoby najpierw zapytać. Ja u siebie to bym po prostu wywalił spam, a tobie jakoś dosrał realnymi konsekwencjami prawnymi, ale jak to mawiają - nie mój cyrk, nie moje małpy.
-
Jakimi realnymi konsekwencjami Bracie Superfluum? ;) :)
-
Jeśli już bawić się w sejm w realu, to w warunkach polskich - max 50 osobowy. Aż nadto wystarczy.
Bierne prawo wyborcze - przepustką co najmniej doktorat.
Czynne - specjalny egzamin, coś jak matura z WOSu.
A jak się tłuszcza, lewactwo wszelakie burzyć będzie, że to nieładnie, niedemokratycznie etc. -
gazem i pałami pędzić. Do czworaków, gdzie ich miejsce.
Sprzeciwiam się, ale... "Nie zgadzam się z tym co mówisz, ale oddam życie, abyś miał prawo to powiedzieć."
-
Jakimi realnymi konsekwencjami Bracie Superfluum? ;) :)
Zależy w jak bardzo mściwym byłbym nastroju ;D
-
Rozumiem :D
-
Jeśli już bawić się w sejm w realu, to w warunkach polskich - max 50 osobowy. Aż nadto wystarczy.
Bierne prawo wyborcze - przepustką co najmniej doktorat.
Czynne - specjalny egzamin, coś jak matura z WOSu.
A jak się tłuszcza, lewactwo wszelakie burzyć będzie, że to nieładnie, niedemokratycznie etc. -
gazem i pałami pędzić. Do czworaków, gdzie ich miejsce.
Sprzeciwiam się, ale... "Nie zgadzam się z tym co mówisz, ale oddam życie, abyś miał prawo to powiedzieć."
Czemu Bracie? Masz inny pomysł?
-
A czy muszę mieć inny by się z tym nie zgadzać? Ograniczenie liczby posłów - ok. Jak najbardziej choć nie tak drastycznie. Nie mamy 2 mln ludzi by reprezentowało nas 20 osób... W takich np. Stanach Generalnych w Holandii parlament liczy 225 osób - 150 i 75, Zgromadzenie Federalne w Szwajcarii 246 - 200 i 46 a Parlament Federalny Belgii 221 - 150 i 71. Wszędzie potrzebna jest i równowaga.
Co zaś się tyczy cenzusów... A czy doktorat coś gwarantuje? Ludzie po doktoracie są inteligentniejsi? Ja znam wielu inteligentniejszych od tych "uczonych" bez tytułu naukowego. I co? W takiej wizji co oni by mogli? Być zausznikami. Poza tym - jeżeli parlament ma być reprezentacją Narodu to w tej wizji mamy tworzyć chory i złudny obraz tego, że w Polsce każdy obywatel jest wykształcony?
No a czynne prawo wyborcze - A po co "egzamin z WOS-u"? Po co ktoś idąc do urny ma wiedzieć jakie kompetencje ma np. Sąd Najwyższy, jakie Trybunał Konstytucyjny, jak wygląda ścieżka ustawodawcza itp. Czy przy oddawaniu głosu jest to komuś potrzebne? Owszem, pożądanym jest by każdy obywatel to wiedział, ale nigdy, przenigdy nie uzależniłbym od tej wiedzy pójścia na wybory. I poza tym taki "narodowy test" miałby się odbywać co 4 lata np.? Nie ma na co pieniędzy wydawać... Przy takim założeniu odsetek ludzi, którzy podchodziliby do wyborów byłby jeszcze mniejszy niż obecnie i zapewne oscylowałby ok. 5-10% bo większość nie miałaby ani czasu ani ochoty na powtórkę z wiedzy o Konstytucji co 4 lata. A jeżeli parlament wybierałoby 5-10% obywateli to osobiście zastanawiałbym się nad jego charakterem reprezentacji i legalnością.
-
Nie mamy 2 mln ludzi by reprezentowało nas 20 osób...
A niby dlaczego? Czy rady nadzorcze największych światowych koncernów liczą po kilkaset osób?
A czy doktorat coś gwarantuje? Ludzie po doktoracie są inteligentniejsi?
No myślę. Tuman raczej doktoratu nie napisze. Ale tu chodzi o co innego. Tam powinni zasiadać
fachowcy, ludzie którzy są specjalistami od kierowania państwem, a nie rolnicy czy też inni aktorzy.
Poza tym - jeżeli parlament ma być reprezentacją Narodu
Reprezentacją narodu? Parlament ma mądrze stanowić prawo, a nie być jakąś "reprezentacją".
A po co "egzamin z WOS-u"? Po co ktoś idąc do urny ma wiedzieć jakie kompetencje ma np. Sąd Najwyższy, jakie Trybunał Konstytucyjny, jak wygląda ścieżka ustawodawcza itp.
Powinien. Tak jak kierowca powinien znać przepisy ruchu drogowego, podstawową obsługę
samochodu itp. W ten sposób odsiałoby się też wszystkich baranów, oszołomów, prostaków
podatnych na psychomanipulację, którzy idą do wyborów, i głosują na pana X bo miał ładny
krawat, albo na panią Y bo jej dobrze z oczu patrzy, itp.
I poza tym taki "narodowy test" miałby się odbywać co 4 lata np.?
A po co? Raz starczy. Jak ktoś już to zaliczy, to znaczy że głupi nie jest, i tyle.
-
A czy muszę mieć inny by się z tym nie zgadzać? Ograniczenie liczby posłów - ok. Jak najbardziej choć nie tak drastycznie. Nie mamy 2 mln ludzi by reprezentowało nas 20 osób... W takich np. Stanach Generalnych w Holandii parlament liczy 225 osób - 150 i 75, Zgromadzenie Federalne w Szwajcarii 246 - 200 i 46 a Parlament Federalny Belgii 221 - 150 i 71. Wszędzie potrzebna jest i równowaga.
Ja bym dał 360. Ładnie by to wyglądało na wykresie kołowym. A Senat niech zostanie jak jest, bo ładnie procenty wychodzą.
A jeżeli parlament wybierałoby 5-10% obywateli to osobiście zastanawiałbym się nad jego charakterem reprezentacji i legalnością.
Ale, ale! Po co przyznawać prawa wyborcze ciemnej masie? Ciemna masa ma pracować, chodzić do kościoła, rodzić dzieci i w razie potrzeby wykrwawiać się na froncie. Mnie w ogóle ten paradygmat jakoby wszyscy ludzie byli równi i w ogóle śmieszy. Pamiętam jakby to było wczoraj, jak przez głupią dzieciarnię w szkole podstawowej musieliśmy przerabiać wszystkie literki, co było niesamowicie nudne. Jak ślęczeliśmy nad dodawaniem w zbiorze liczb do 20. Ja tylko na tym straciłem cenny czas, a te dzieci i tak nie zmądrzały.
To masowe produkowanie magistrów i maturzystów też jest bez sensu. Nie potrzeba nam co roku tylko socjologów, politologów czy inżynierów procesu. Większość po czterech klasach szkoły podstawowej mogłaby iść od razu do szkoły zawodowej, gdzie wpojono by im ślepe posłuszeństwo wobec władzy, szacunek dla elit i niechęć do wiedzy. Oczywiście system ten nie mógłby być zabetonowany, bo czasem dzieci z dobrych domów są strasznie tępe, a czasem wśród roboli zdarzają się ludzie, którym powinno się umożliwić edukacje. Ale prawdziwą edukację, nie tylko samo klepanie formułek i wiedzy, ale także informacje o zachowaniu przy stole, o dobieraniu garniturów, prowadzeniu rozmowy, ogólnie pojętym savoir-vivre.
Większość ludzi nie posiada żadnych aspiracji ani zainteresowań przekraczających nową rozbieraną sesję Grycanek, nowy tatuaż na dupie u Moniki Olejnik czy operację zmiany płci i Grodzkiej. Tacy ludzie nie służą niczemu, poza możliwością utrzymywania tych, którzy są w stanie poszerzyć horyzonty całej ludzkości, poprzez wynalazczość i wolnomyślicielstwo uczynić nasze życie znośniejszym i radośniejszym ;)
A czy doktorat coś gwarantuje? Ludzie po doktoracie są inteligentniejsi?
No myślę. Tuman raczej doktoratu nie napisze.
Tuman to i profesorem dzisiaj zostanie.
-
Nie mamy 2 mln ludzi by reprezentowało nas 20 osób...
A niby dlaczego? Czy rady nadzorcze największych światowych koncernów liczą po kilkaset osób?
Państwo a spółka to zupełnie coś innego. Celem spółki jest osiągać zyski, celem państwa jest działać w interesie obywatele. Inne decyzje podejmuje się przy zarządzaniu firmą, inne przy zarządzaniu państwem.
A czy doktorat coś gwarantuje? Ludzie po doktoracie są inteligentniejsi?
No myślę. Tuman raczej doktoratu nie napisze. Ale tu chodzi o co innego. Tam powinni zasiadać
fachowcy, ludzie którzy są specjalistami od kierowania państwem, a nie rolnicy czy też inni aktorzy.
Jaaasne. A kim są "specjaliści od kierowania państwem"? Prawnicy, ekonomiści? Co za dużo, to nie zdrowo. Każdy wychodząc z pewnego grona spogląda na coś innego. Mając przed sobą ustawę rolnik będzie ją postrzegał inaczej, prawnik inaczej, ekonomista inaczej a związkowiec jeszcze inaczej. I od tego jest parlament - żeby to równoważyć i wypracowywać wersje "idealne". Przynajmniej w założeniu.
Poza tym parlament nie jest od kierowania państwem - od tego jest rząd i tam powinni się znajdować specjaliści od tego czym się zajmują. Mówiąc specjaliści nie mam na myśli, że np. polityką społeczną ma się zajmować ktoś z doktoratem z polityki społecznej. Bo można studiować politykę społeczną a być świetnym w finansach.
Poza tym - jeżeli parlament ma być reprezentacją Narodu
Reprezentacją narodu? Parlament ma mądrze stanowić prawo, a nie być jakąś "reprezentacją".
Nie. Parlament jest formą demokracji pośredniej, która jest właśnie reprezentacją Narodu. Owszem, on stanowi prawo, ale przecież nie tylko! Kontroluje rząd, uchwala budżet (od tego w końcu jest, takie są jego początki). Funkcja ustawodawcza parlamentu to tylko jedna z czterech, jakie parlament spełnia. A już od początków parlament bardzo szybko zyskał miano "reprezentacji Narodu". Zarówno sejmiki, jak i np. Stany Generalne na tym się opierały. Zasadniczo wchodzili do nich przedstawiciele wszystkich stanów - oczywiście wraz z pojawieniem się mieszczaństwa zaczęło się wszystko komplikować itd. A było to po to, że inne cele i potrzeby mieli duchowni, inne szlachta a jeszcze inne chłopi i mieszczaństwo. Tak samo dziś - inne potrzeby mają prawnicy, inne ekonomiści a jeszcze inne np. aktorzy. I jeżeli w Sejmie nie będzie np. takich aktorów to kto zadba tam o ich interesy? Prawnicy ich wyśmieją, machną ręką i powiedzą, że są rzeczy ważniejsze. Tak więc tak - parlament jest i ma być reprezentacją.
A po co "egzamin z WOS-u"? Po co ktoś idąc do urny ma wiedzieć jakie kompetencje ma np. Sąd Najwyższy, jakie Trybunał Konstytucyjny, jak wygląda ścieżka ustawodawcza itp.
Powinien. Tak jak kierowca powinien znać przepisy ruchu drogowego, podstawową obsługę
samochodu itp. W ten sposób odsiałoby się też wszystkich baranów, oszołomów, prostaków
podatnych na psychomanipulację, którzy idą do wyborów, i głosują na pana X bo miał ładny
krawat, albo na panią Y bo jej dobrze z oczu patrzy, itp.
Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny.
Od tego co Biskup mówi już niedaleko do "głosujcie na tego, tego i tego bo inaczej do piachu". Jak powiedziałem - nie zgadzam się, ale oddam życie byś mógł to głosić. I na tym polega wolność. Jeżeli ktoś chce oddać swój głos na kogoś ze względu na krawat - ma i mieć powinien do tego najświętsze prawo. Bo jak nagle stwierdzimy, że nikt nie ma prawa głosować na np. partie konserwatywne to co wtedy? To ten sam rodzaj zakazu. Ja chcę głosować na A - głosuję na A. Nie zgadzasz się - głosuj na B. Na tym polega demokracja. A nie od razu wprowadzić dyktaturę.
I poza tym taki "narodowy test" miałby się odbywać co 4 lata np.?
A po co? Raz starczy. Jak ktoś już to zaliczy, to znaczy że głupi nie jest, i tyle.
A co jeśli ktoś np. potem się nauczy? Skoro mamy tak to robić, to dlaczego na studia nie wysyłać np. po gimnazjum? Jak się dostanie - to świetnie, geniusz. Nadaje się. Jak nie - trudno. Może kiedyś by się dostał, ale został skreślony.
-
Zgadzam się z księciem Alusiem i bp'em Pafnucym, natomiast odniosę się do dwu zdań Brata Orsiniego:
I na tym polega wolność. Jeżeli ktoś chce oddać swój głos na kogoś ze względu na krawat - ma i mieć powinien do tego najświętsze prawo
Nie zgadzam się. Głosy oddawane są na osoby, które mają rządzić nami wszystkimi, a nie tylko tymi, którzy ich wybrali. Nie chcę by stał nade mną idiota, który ma ładny krawat, bo wybrali go inni idioci. Nie wszyscy powinni mieć prawo do głosowania i nie wszyscy mieć powinni prawo do kandydowania. Innymi słowy, prawa wyborcze, zarówno czynne jak i bierne powinny być ograniczone dla osób do tego odpowiednich - coś jak proponował bp Pafnucy. Politycy decydują o losach całego kraju, muszą być do tego odpowiedni.
Widzę Brat gorąco wierzy w demokracje. Cóż, wiara czyni cuda, proszę się nie zrażać, może kiedyś stanie się cud w materii demokracji i będzie ona słuszna. Przypomnę tylko że prawda (a więc racja, słuszność, etc.) leży nie tam gdzie większość myśli że ona leży, lecz tam gdzie leży. Ergo, prawda jest obiektywna i niezależna od "vox populi". A kto rządzi w demokracji? Ci którzy mają rację, czy ci, których jest więcej? ;)
-
Widzę Brat gorąco wierzy w demokracje.
Dentysta mojej realnej dziewczyny gorąco wierzy w to, że zęby rosną i odrastają. Niestety, nie poznałem jeszcze nikogo kto by musiał zęby odcinać. Ale czy to nie piękne? Żyć nadzieją... :D
Przypomnę tylko że prawda (a więc racja, słuszność, etc.) leży nie tam gdzie większość myśli że ona leży, lecz tam gdzie leży. Ergo, prawda jest obiektywna i niezależna od "vox populi". A kto rządzi w demokracji? Ci którzy mają rację, czy ci, których jest więcej? ;)
To zależy jak zdefiniować prawdę. Historia nas uczy, że zazwyczaj prawdą jest to, co uważają za prawdę silniejsi, a od pewnego czasu siłę związane z przymiotami charakteru zastępuje się siłę braną ze społecznego dowodu słuszności. Więc w sumie można uznać, że ci, których jest najwięcej, mają rację. Durniu Jaworznicki, jak się cieszę, że w takim układzie, mylę się.
-
Zgadzam się z księciem Alusiem i bp'em Pafnucym, natomiast odniosę się do dwu zdań Brata Orsiniego:
I na tym polega wolność. Jeżeli ktoś chce oddać swój głos na kogoś ze względu na krawat - ma i mieć powinien do tego najświętsze prawo
Nie zgadzam się. Głosy oddawane są na osoby, które mają rządzić nami wszystkimi, a nie tylko tymi, którzy ich wybrali. Nie chcę by stał nade mną idiota, który ma ładny krawat, bo wybrali go inni idioci. Nie wszyscy powinni mieć prawo do głosowania i nie wszyscy mieć powinni prawo do kandydowania. Innymi słowy, prawa wyborcze, zarówno czynne jak i bierne powinny być ograniczone dla osób do tego odpowiednich - coś jak proponował bp Pafnucy. Politycy decydują o losach całego kraju, muszą być do tego odpowiedni.
A kto ma decydować o tym kim są ludzie odpowiedni? Brat wytypuje np. profesorów, ja wytypuję np. lekarzy, ktoś inny panie ze sklepów. I kto w tym wszystkim będzie miał rację? Ja nie śmiem twierdzić czy ktoś jest odpowiedni czy nie. Nie mam do tego kompetencji. I uważam, że nikt nie ma.
Widzę Brat gorąco wierzy w demokracje. Cóż, wiara czyni cuda, proszę się nie zrażać, może kiedyś stanie się cud w materii demokracji i będzie ona słuszna. Przypomnę tylko że prawda (a więc racja, słuszność, etc.) leży nie tam gdzie większość myśli że ona leży, lecz tam gdzie leży. Ergo, prawda jest obiektywna i niezależna od "vox populi". A kto rządzi w demokracji? Ci którzy mają rację, czy ci, których jest więcej? ;)
To nie jest wiara w demokrację. Myśli Brat, że ja chciałbym by krajem rządzili ludzie, których uważam, że idiotów? Nie. Sęk w tym, że dla mnie niezwykle cenna jest wolność - w takim znaczeniu jak ja ją rozumiem. Jeżeli ten idiota został wybrany przez większość - to niech rządzi. Godzę się z tym, że większość chce go tam widzieć. Mam swoje zdanie, potrafię go bronić, ale nigdy narzucać. To różnica. Ogromna.
-
Bracie umiłowany, problem w tym, że ja gorąco wierzę w monarchię. Król, Cesarz, Imperator, czy inny Książę czy ktoś, dbał będzie o państwo i na ministrów wybierze ludzi odpowiednich, bo powinno mu zależeć na dobrej kondycji państwa, a taką można utrzymać poprzez dobrą politykę wew. i zagr., którą utrzymać mogą odpowiedni ministrowie.
Ja też kocham wolność i jest dla mnie ona najwyższą wartością. Tyle że w ramach wolności bliźniego mego nie mieści się narzucanie mi głupiej władzy. W moim światopoglądzie władzy nikt nie wybiera, ona jest dziedziczna (logiczne w monarchii ;)). Natomiast demokracji nie mogę zrozumieć, podobnie jak kś. Aluś, uważam, że ludzie nie są równi (nie tu na Ziemi, są równi przed Bogiem po śmierci, mimo to nie wszyscy dostaną to samo :P), nie wszyscy powinni głosować, bo ich głosy mogą uczynić wiele złego. Wolność jednego człowieka, kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Tak więc jednostka, w ramach swojej wolności, nie może skazywać reszty społeczeństwa na niedogodności związane z głupim przywódcą. Uważam że w pozostałych kwestiach (oprócz polityki właśnie), całe społeczeństwo powinno mieć wolny wybór - a więc wolność gospodarcza, wolność zarządzania swobodnie swoimi dobrami (bez głupich przepisów w prawie budowlanym, głupich ustaw o zakazie wycinki WŁASNYCH drzew), wolność obrony własnego mienia i życia przy użyciu broni palnej (bez głupich przeszkód prawnych, etc. etc. Natomiast do rządzenia państwem potrzeba ludzi wysoce odpowiednich, którzy muszą spełnić masę warunków. Rządzić nie mogą wszyscy. Rządzić powinna elita :)
Nie rozumiem tylko jednej kwestii, Czemu książę Superfluum tak przekreśla PRL? Każde państwo ma agentów (III RP też), każde ma tajne służby, tajnych współpracowników, itp. Przecież śp. gen. Sławomir Petelicki , był agentem wywiadu SB, a nic złego nie mogę mu zarzucić. Stworzył świetną jednostkę 2305 (GROM). Współpraca z SB to przecie nie zbrodnia. PRL było legalnym państwem, miało legalne służby i legalnych agentów. Jamesa Bonda też przekreślimy?
-
Bracie umiłowany, problem w tym, że ja gorąco wierzę w monarchię. Król, Cesarz, Imperator, czy inny Książę czy ktoś, dbał będzie o państwo i na ministrów wybierze ludzi odpowiednich, bo powinno mu zależeć na dobrej kondycji państwa, a taką można utrzymać poprzez dobrą politykę wew. i zagr., którą utrzymać mogą odpowiedni ministrowie.
Ja też kocham wolność i jest dla mnie ona najwyższą wartością. Tyle że w ramach wolności bliźniego mego nie mieści się narzucanie mi głupiej władzy. W moim światopoglądzie władzy nikt nie wybiera, ona jest dziedziczna (logiczne w monarchii ;)). Natomiast demokracji nie mogę zrozumieć, podobnie jak kś. Aluś, uważam, że ludzie nie są równi (nie tu na Ziemi, są równi przed Bogiem po śmierci, mimo to nie wszyscy dostaną to samo :P), nie wszyscy powinni głosować, bo ich głosy mogą uczynić wiele złego. Wolność jednego człowieka, kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Tak więc jednostka, w ramach swojej wolności, nie może skazywać reszty społeczeństwa na niedogodności związane z głupim przywódcą. Uważam że w pozostałych kwestiach (oprócz polityki właśnie), całe społeczeństwo powinno mieć wolny wybór - a więc wolność gospodarcza, wolność zarządzania swobodnie swoimi dobrami (bez głupich przepisów w prawie budowlanym, głupich ustaw o zakazie wycinki WŁASNYCH drzew), wolność obrony własnego mienia i życia przy użyciu broni palnej (bez głupich przeszkód prawnych, etc. etc. Natomiast do rządzenia państwem potrzeba ludzi wysoce odpowiednich, którzy muszą spełnić masę warunków. Rządzić nie mogą wszyscy. Rządzić powinna elita :)
Mogę tylko powtórzyć - nie zgadzam się z tym co mówisz, ale oddam życie byś mógł to powiedzieć ;)
-
A zatem i ja pozwolę sobie zabrać głos.
Pierwszy raz od dawien dawna zgodzę się chyba po części z Bratem Arturem.
Zarząd nad krajem to niewyobrażalne brzemię. Ów persona, której zostanie on powierzony, winna być wybitną jednostką, bowiem to właśnie jej cały naród oddaje to, co stanowi jego codzienności. Poprę również przedmówców, którzy sceptycznie wyrażają się o demokracji. Umiłowani Bracia - już przeszło dwa tysiące lat temu Arystoteles zrównał demokrację ze szczytem głupoty, który jasno i wyraźnie twierdził, że: "Demokracja jest najgorszym z możliwych ustrojów, bowiem są to rządy hien nad osłami". Moim skromnym zdaniem - kraj do prawidłowego funkcjonowania potrzebuje nadrzędnego ośrodka decyzyjnego, niezależnego i niepodległego innym jurysdykcjom, jednakże odpowiedzialnego przed narodem. Nikt nie powinien posiadać władzy w pełni absolutnej, bo takową zarezerwowano wyłącznie dla Boga. Człowiek jest ułomny i omylny - dając mu całkowitą możność władztwa nad narodami, stawiamy wszystko na jedną kartę. Złym ustrojem jest również demokracja, czyli całkowity "dyspodział" uprawniający 460 deputowanych do stanowienia w imię narodu. W momencie, kiedy całą władzę zawierzamy jednej, obszernej jednostce, będącej wielką decyzyjną korporacją - świadomie wydłużamy decyzyjność owego organu i spowalniamy rozwój kraju. Podpisujemy się również pod tym, że takowa "machina" skutecznie ograniczy działalność i rozkwit wewnętrzny, bowiem osiągnięcie konsensusu 460 reprezentantów, przewidywanego rozlicznymi ustawami, to nie lada wyczyn. Wybitnym przykładem upadu krajów demokracji parlamentarnej może być chociażby Grecja. W Stanach Zjednoczonych naczelna władza spoczywa w rękach prezydenta, w związku z czym mamy demokrację stanową-prezydencką. Podobnie w Niemczech - władza naczelna w rękach kanclerz stanowi o demokracji kanclerskiej. Kraje o największym rozkwicie w swojej Ustawie Zasadniczej zawierzają nadrzędną władzę jednej osobie, nie zaś gremium parlamentarnemu. Zwykła obserwacja maszyny politycznej we współczesnym świecie.
-
Nie rozumiem tylko jednej kwestii, Czemu książę Superfluum tak przekreśla PRL?
Bo PRL wybił mi połowę rodziny, ograbił z całego majątku skazując na egzystencję na trzech pokojach w domu, który jeszcze do wejścia Sowietów w całości należał do nich. Bo próbował pozbawić ich godności ludzkiej. Bo pod płaszczykiem bycia "wrogiem klasowym" próbował zamknąć mojej rodzinie drogę na studia. I wreszcie, bo rozpasał tępe chłopstwo, które próbuje się stawiać i ma jakieś absurdalne roszczenia.
W Stanach Zjednoczonych naczelna władza spoczywa w rękach prezydenta, w związku z czym mamy demokrację stanową-prezydencką. Podobnie w Niemczech - władza naczelna w rękach kanclerz stanowi o demokracji kanclerskiej. Kraje o największym rozkwicie w swojej Ustawie Zasadniczej zawierzają nadrzędną władzę jednej osobie, nie zaś gremium parlamentarnemu. Zwykła obserwacja maszyny politycznej we współczesnym świecie.
Bo narody germańskie to ogólnie są bardzo karne i ponad dobro własne przedkładają dobro społeczeństwa. Polacy są ulepieni z zupełnie innej gliny ;)
To nie jest wiara w demokrację. Myśli Brat, że ja chciałbym by krajem rządzili ludzie, których uważam, że idiotów? Nie. Sęk w tym, że dla mnie niezwykle cenna jest wolność - w takim znaczeniu jak ja ją rozumiem. Jeżeli ten idiota został wybrany przez większość - to niech rządzi. Godzę się z tym, że większość chce go tam widzieć. Mam swoje zdanie, potrafię go bronić, ale nigdy narzucać. To różnica. Ogromna.
Ale wolność osobista nie jest w prosty sposób powiązana z prawami obywatelskimi. W zasadzie, to bywają przykłady wskazujące na to, że nie ma to żadnego związku. Ba! W demokratycznej Polsce mam np. obowiązek spowiadać się przed US z tego, co mi zapisał chrzestny i dlaczego mnie, a nie np. swoim dzieciom. A w takiej niedemokratycznej i totalitarnej Syrii nikt nikomu do portfela nie zagląda.
-
Bo PRL wybił mi połowę rodziny, ograbił z całego majątku skazując na egzystencję na trzech pokojach w domu, który jeszcze do wejścia Sowietów w całości należał do nich. Bo próbował pozbawić ich godności ludzkiej. Bo pod płaszczykiem bycia "wrogiem klasowym" próbował zamknąć mojej rodzinie drogę na studia. I wreszcie, bo rozpasał tępe chłopstwo, które próbuje się stawiać i ma jakieś absurdalne roszczenia.
Cóż, jak widzę moja rodzina nie jest odosobnionym przypadkiem działania władz PRL. Nigdy nie zaakceptuję działań jakie podejmowały ówczesne rządy kierowane z Moskwy. Nie można mówić tutaj nawet o Polsce, tylko o przydupasie Radzieckim.
-
Dodam jeszcze, że większości majątku nie odzyskaliśmy, a jak już coś po ciężkich bojach oddali, to zazwyczaj z zakwaterowaną tam hołotą, której nie idzie eksmitować.
-
Współczuję atrakcji, naprawdę ;) Nie chciał bym tak mieszkać, brrr. Jedyna zaleta to taka,
że się czasami na jabola da radę załapać, i to nie wychodząc z domu ;D
-
Spoko, już ich nie ma. Jak nie prawnie, to sposobem. Jak nie sposobem, to siłą ;)
-
Współczuję Braciom, Totalitarny system, któremu przyświeca zła idea to samobójstwo. Zgadzam się po części z Księciem Superfluum, z tym, że chłopi to nie zwierzęta. Nie można pozbawiać człowieka jego godności, tylko dlatego że przynależy do niższej warstwy społecznej. Bogacze i biedacy są sobie nawzajem potrzebni i nie da się by istnieli tylko jedni.
-
Zgadzam się po części z Księciem Superfluum, z tym, że chłopi to nie zwierzęta.
Obawiam się jednak, że Książę tej materii ma jednak nieco odmienne zdanie...;D
Nie można pozbawiać człowieka jego godności, tylko dlatego że przynależy do niższej warstwy społecznej.
Jak najbardziej popieram. Ba! Nie można pozbawiać godności żadnych ludzi, no chyba że sami
się tej godności pozbawiają, jak np. menele, nieroby, narkomani, tchórze, donosiciele,
damscy bokserzy, kaci domowi, etc, etc.
Bogacze i biedacy są sobie nawzajem potrzebni i nie da się by istnieli tylko jedni.
Czy potrzebni? Ja wiem? No tak już jest, i inaczej nie będzie. Jednak niezdrowa sytuacja ma miejsce
wtedy, kiedy bogaty biednego wykorzystuje, jak i odwrotnie - kiedy biedny bogatego rabuje.
Trzeba pamiętać o równowadze. Jin-Jang. Stan harmonii. ;)
-
chłopi to nie zwierzęta.
Ludzie też nie.
Nie można pozbawiać człowieka jego godności, tylko dlatego że przynależy do niższej warstwy społecznej.
Większość ludzi sama się pozbawia godności. Srają w miejscach publicznych, nie podmywają potem tyłka, jedzą byle co, palą machorkę, a ich horyzonty ograniczają się do czytania Teletygodnia. Jedyna różnica między nimi, a zwierzętami, to umiejętność mówienia.
Bogacze i biedacy są sobie nawzajem potrzebni i nie da się by istnieli tylko jedni.
No nie da. I dobrze, że się tak nie da. Bo z jednej strony widząc jakiegoś dziada w Skodzie czy piętnastoletnim Golfie sam czuję się lepiej, a z drugiej widok nowego Porsche działa na mnie motywująco. Bo zawsze jest jeszcze coś do osiągnięcia, by być lepszym, mądrzejszym, bogatszym etc.
-
(...) Trzeba pamiętać o równowadze. Jin-Jang. Stan harmonii. ;)
Chrześcijanin i Jing-Jang ? Ks. Natanek ma widzę z Bratem wiele do roboty :D
Bogacze i biedacy są sobie nawzajem potrzebni i nie da się by istnieli tylko jedni.
No nie da. I dobrze, że się tak nie da. Bo z jednej strony widząc jakiegoś dziada w Skodzie czy piętnastoletnim Golfie sam czuję się lepiej, a z drugiej widok nowego Porsche działa na mnie motywująco. Bo zawsze jest jeszcze coś do osiągnięcia, by być lepszym, mądrzejszym, bogatszym etc.
Już nawet nie o to chodzi. Oczywiście takie rozwarstwienie i różnice w społeczeństwie są potrzebne, z powodów, o których wspomniałeś. Ja miałem jednak na myśli fakt, że bogaty daje pracę biednym, dzięki czemu biedny ma zysk (wypłata) i bogaty ma zysk (owoce pracy biedaka). Bogaty nie zbił by fortuny bez biednych (bo kto by pracował), a biedny bez bogatego zdechł by z głodu (bo kto da mu pracę).
Trzeba jednak pamiętać, że człowiekowi należy się szacunek i nie wolno go ciemiężyć, czy wykorzystywać, tylko dlatego że urodził się w "gorszej" rodzinie, mniej zamożnej. Z drugiej jednak strony, oczywistym jest że każdy ma swoje miejsce w szeregu i powinien o tym pamiętać. Jednostki wybitne, gdzie by się nie urodziły i tak się wybiją (to je odróżnia od tych niewybitnych).
Nie można pozbawiać człowieka jego godności, tylko dlatego że przynależy do niższej warstwy społecznej.
Większość ludzi sama się pozbawia godności. Srają w miejscach publicznych, nie podmywają potem tyłka, jedzą byle co, palą machorkę, a ich horyzonty ograniczają się do czytania Teletygodnia. Jedyna różnica między nimi, a zwierzętami, to umiejętność mówienia.
To już nie w Twojej mocy to oceniać ;)
-
(...) Trzeba pamiętać o równowadze. Jin-Jang. Stan harmonii. ;)
Chrześcijanin i Jing-Jang ? Ks. Natanek ma widzę z Bratem wiele do roboty :D
Ostatnio wysłałem SMS do Jezusa. Mam teraz szansę wygrać Golfa, tylko muszę odpowiadać na pytania i odsyłać odpowiedzi SMS.
Bogacze i biedacy są sobie nawzajem potrzebni i nie da się by istnieli tylko jedni.
No nie da. I dobrze, że się tak nie da. Bo z jednej strony widząc jakiegoś dziada w Skodzie czy piętnastoletnim Golfie sam czuję się lepiej, a z drugiej widok nowego Porsche działa na mnie motywująco. Bo zawsze jest jeszcze coś do osiągnięcia, by być lepszym, mądrzejszym, bogatszym etc.
Trzeba jednak pamiętać, że człowiekowi należy się szacunek i nie wolno go ciemiężyć, czy wykorzystywać, tylko dlatego że urodził się w "gorszej" rodzinie, mniej zamożnej.
Ten system działał przez tysiąclecia! Kim ty jesteś, by to zmieniać?! :D
Nie można pozbawiać człowieka jego godności, tylko dlatego że przynależy do niższej warstwy społecznej.
Większość ludzi sama się pozbawia godności. Srają w miejscach publicznych, nie podmywają potem tyłka, jedzą byle co, palą machorkę, a ich horyzonty ograniczają się do czytania Teletygodnia. Jedyna różnica między nimi, a zwierzętami, to umiejętność mówienia.
To już nie w Twojej mocy to oceniać ;)
A w czyjej? Jeżeli nie my mamy oceniać, to kto? Sami pozbawieni? ;)
-
Ten system działał przez tysiąclecia!
Jasne! Wprowadźmy zatem niewolnictwo! To też skutecznie działało przez tysiąclecia! ;D
-
Niewolnictwo starożytne jest zbyt mało wydajne. Ale jakby tak motłoch związać sympatyczną pętlą finansową, to nie byłoby źle.
-
No nie, Bracie. Człowieka nie należy pozbawiać godności. Każdemu przysługują prawo do życia, wolności i posiadania. Pozbawić ich można jedynie przestępców, którzy łamią prawo (to należałoby troszkę zaostrzyć i w wielu kwestiach zliberalizować, temat na inną dyskusję, innym razem). Bez względu na majątek, pochodzenie, czy pozycję społeczną nikt nie powinien być pozbawiany należytego człowiekowi szacunku. Niewolnictwo niezaprzeczalnie łamie prawa człowieka do samostanowienia.
-
Każdemu przysługują prawo do życia, wolności i posiadania.
Nikt nikomu nie odmawia prawa do posiadania ;)
Niewolnictwo niezaprzeczalnie łamie prawa człowieka do samostanowienia.
Ale my wszyscy, w mniejszym lub większym stopniu, jesteśmy niewolnikami. Oprócz tego, że krępuje nas prawo, to krępują nas też inne ograniczenia. Ktoś, kto ma 160 cm wzrostu raczej nie zostanie dobrym koszykarzem. Ktoś brzydki nie zostanie modelem. Ktoś biedny nie kupi sobie Porsche. Tak już ten świat się kręci, że gdybyśmy każdemu chcieli przyznawać prawo do samostanowienia, to żylibyśmy albo w anarchii, albo w komunizmie.
-
Niewolnictwo niezaprzeczalnie łamie prawa człowieka do samostanowienia.
Ale my wszyscy, w mniejszym lub większym stopniu, jesteśmy niewolnikami. Oprócz tego, że krępuje nas prawo, to krępują nas też inne ograniczenia. Ktoś, kto ma 160 cm wzrostu raczej nie zostanie dobrym koszykarzem. Ktoś brzydki nie zostanie modelem. Ktoś biedny nie kupi sobie Porsche. Tak już ten świat się kręci, że gdybyśmy każdemu chcieli przyznawać prawo do samostanowienia, to żylibyśmy albo w anarchii, albo w komunizmie.
Mnie chodziło raczej o kwestię wolnego wyboru. Mając 3000 zł to ja zadecyduję na co to przeznaczę - czy kupię sobie telewizor, komputer, czy ubrania, a nie zrobi tego za mnie kto inny. Mając swój wolny czas, to ja zadecyduję, czy spędzę go w internecie na mikronacjach, czy może postanowię spędzić czas na nauce, by mieć lepszą pracę, bardziej dochodową. ¬le brat definiuje niewolę, bo jest to zależność od innej osoby lub rzeczy. Natomiast ograniczenie pt. niski wzrost, nie odbiera mi prawa do decydowania osobie, po prostu zamyka mi pewne możliwości, ale daje inne. Nigdy nie było i nie będzie można mieć wszystkiego ;)
Brat tak strasznie potępia chłopstwo, a wywyższa szlachtę. Proszę jednak pamiętać, że to chłopi głównie przyczynili się do ocalenia kultury polskiej w czasie zaborów, a nie snobistyczna szlachta, która wolała francuską modę, obyczaje, etc.
-
Niewolnictwo niezaprzeczalnie łamie prawa człowieka do samostanowienia.
Ale my wszyscy, w mniejszym lub większym stopniu, jesteśmy niewolnikami. Oprócz tego, że krępuje nas prawo, to krępują nas też inne ograniczenia. Ktoś, kto ma 160 cm wzrostu raczej nie zostanie dobrym koszykarzem. Ktoś brzydki nie zostanie modelem. Ktoś biedny nie kupi sobie Porsche. Tak już ten świat się kręci, że gdybyśmy każdemu chcieli przyznawać prawo do samostanowienia, to żylibyśmy albo w anarchii, albo w komunizmie.
Mnie chodziło raczej o kwestię wolnego wyboru. Mając 3000 zł to ja zadecyduję na co to przeznaczę - czy kupię sobie telewizor, komputer, czy ubrania, a nie zrobi tego za mnie kto inny.
Tak ci się tylko wydaje. Powiedz to tym milionom ludzi kupujących najnowsze srajFony, francuskie jeździdełka, czy palących papierosy.
Mając swój wolny czas, to ja zadecyduję, czy spędzę go w internecie na mikronacjach, czy może postanowię spędzić czas na nauce, by mieć lepszą pracę, bardziej dochodową.
Owszem, ale czas wolny to dla wielu jednostek zbytek i rozpusta. Lepiej, by przeznaczyły go na pracę.
Brat tak strasznie potępia chłopstwo, a wywyższa szlachtę. Proszę jednak pamiętać, że to chłopi głównie przyczynili się do ocalenia kultury polskiej w czasie zaborów, a nie snobistyczna szlachta, która wolała francuską modę, obyczaje, etc.
Szlachta w wielu przypadkach nie różniła się znacząco od chłopstwa. Ja tutaj nie mam na myśli podziału opartego o szlachtę-chłopstwo, ale o ludzi mądrych i głupich. Nie da się ukryć, że wartościowe jednostki zdarzają się tak w rodzinach chłopskich jak i, dzisiaj powiedzielibyśmy, inteligenckich.
-
Ty na prawdę chciałbyś za ludzi decydować? Nie Tobie to oceniać kto jest mądry a kto głupi, bo my ludzie nie mamy obiektywnego odnośnika. Każda nasza ocena jest subiektywna. Bo oceniając poziom inteligencji rozmówcy, odnosisz się do czegoś, najczęściej do siebie. Tak więc prosty chłopina na roli może w porównaniu z Tobą być debilem, ale i ty nim będziesz w odniesieniu do jakiegoś geniusza. Także nie nam ludziom, oceniać innych ludzi. "Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni". ;)
-
Wystarczyłoby pozbawić państwo tego całego socjalnego miziania się po zadkach i całej tej idei "państwa dobrobytu", by dobór naturalny i niewidzialna ręka rękę myje sami zadecydowali, kto jest mądry, a kto jest durny. Tak to się kręciło od samego początku i nagle teraz człowiek wymyślił sobie, by naturalną kolej rzeczy zmieniać.
-
Owszem, z tym całkowicie się zgadzam. Precz z komuną i socjalizmem i innymi marksizmami !
-
Precz z preczem!
-
Precza akurat nie znam ;P Kto to? Ma coś wspólnego z Pratchett'em ?
-
Oj, słabo z czytelnictwem wśród młodzieży, słabo.
-
Zgniłe jajeczko wlać bez skorupki,
czosnek, cebulę razem do kupki.
Dodać amoniak i siarkowodór,
nos zatykając czekać na odór.