Rotria
NAUKA, KULTURA I SZTUKA => Biblioteka Narodowa => Rozważania => Wątek zaczęty przez: o. Giordano Alberto Belmonte OFD w Sobota, 19 Lip 2014, 01:11:40
-
Czcigodni Bracia,
W związku z tym, że trochę się zagubiłem w ocenie tego zagadnienia, pragnę prosić braci o przedstawienie waszych opinii. Temat niewątpliwie jeden z trudniejszych, jakie tutaj podejmowano. Rzecz ma się do transplantologii.
Jakiś czas temu trafiłem na tę oto wypowiedź profesora filozofii p. Bogusława Wolniewicza:
https://www.youtube.com/watch?v=P0P52Ni2Y64&hd=1# (https://www.youtube.com/watch?v=P0P52Ni2Y64&hd=1#)
W pewnym sensie p. profesor ma rację. Faktycznie kanibalizm i transplantologia ma punkt wspólny - druga osoba jest obiektem pożądania w celu przetrwania (kanibalizm - zaspokojenie głodu; transplantologia - wyleczenie). Jednakże z drugiej strony czy kochający ojciec nie oddałby umierającej córce swojego organu?
Zapraszam do dyskusji.
-
W mojej skromnej ocenie, odpowiedź warto zawęzić odwołując się do pewnego rodzaju aksjologii. Głównym jak wiemy zadaniem transplantologii jest ratowanie życia ludzkiego przez przeszczep organów. Jest to najczęściej konieczne o tyle, że są organy ludzkie, których nie sposób zastąpić maszyną czy zwierzęcym odpowiednikiem. Życie człowieka zależy tylko i wyłącznie od tego, czy w danym momencie znajdzie się niezbędny dawca. Natomiast neokanibalizm (termin, by the way całkowicie stworzony przez Wolniewicza) odwołuje się do założeń całkowicie sprzecznych - przynajmniej w mojej ocenie - z działalnością dla życia lub zdrowia ludzkiego. Oczywiście to jedynie moja skromna opinia, spekulacja. Najlepiej, gdyby jakiś znawca etyki przedstawił swój pogląd, chociaż szukanie takiego w mikroświecie wydaje się aberracją :). Temat ciekawy, wart uwagi.
-
Wydaje mi się, że duża różnica dzieląca transplantologię a kanibalizm to kierunek woli. W kanibaliźmie mamy oprawcę, który chce ciało ofiary - wola oprawcy. W transplantologii "ofiara" chce oddać swoją część ciałą "oprawcy" - wola ofiary.
-
Warto zwrócić uwagę na obecny w transplantologii zwrot "śmierć pnia mózgu". Tak "medycy" pozbywają się problemu ludzi w śpiączce. Śmierć następuje tylko wtedy, gdy serce przestaje bić.
-
Warto zwrócić uwagę na obecny w transplantologii zwrot "śmierć pnia mózgu". Tak "medycy" pozbywają się problemu ludzi w śpiączce. Śmierć następuje tylko wtedy, gdy serce przestaje bić.
Nieprawda. Śmierć następuje wraz ze śmiercią pnia mózgu. Serce może po śmierci działać bez problemu. Wystarczy podłączyć elektrody do niego ;)
-
Czytałem o wielu przypadkach, że ludzie z tak zwaną śmiercią pnia mózgu budzili się i wracali do zdrowia. I słyszałem też, że pobierając od nich organy podaje się środek znieczulający? Dlaczego? Przecież to wg lekarzy nieboszczyk.
-
Ja z kolei czytałem, o przypadkach kiedy lekarz mówi "zostało Panu pół roku życia", a człowiek przeżywał jeszcze 20 lat. Czy to dowodzi tego, że rak płuc nie istnieje? Nie. Dowodzi to jedynie tego, że lekarze się pomylili.
Podobnie i tutaj. To, że ktoś przebudził się mając diagnozę o śmierci pnia mózgu, dowodzi jedynie tego, że diagnoza była błędna.
-
Jest zatem ryzyko, że ona zawsze może być błędna. I wytną serce żyjącemu człowiekowi. Dlatego ja nie wyrażam zgody na pobranie swoich organów. Pomijam kwestię wiary w ciała zmartwychwstanie.
-
Osobiście nie widzę nic złego u dawców organów. Przecież dzięki temu można kogoś uratować.
-
Eminencjo, a od kiedy to cel uświęca środki?
-
Można kogoś uratować, ale samemu tracąc życie? Bardzo heroiczne, ale wolę tak postąpić mając tego pełną świadomość.
-
Nie, nie. Miałem na myśli pośmiertne oddanie narządów :) Po za tym, oddać komuś bliskiemu narząd dla uratowania mu życia, nawet kosztem własnego - nie powinno dziwić.