Rotria
OFFTOPIC => ARCHIWUM => Wątek zaczęty przez: Otto Kent w Czwartek, 14 Paź 2010, 21:27:51
-
Chciałbym złożyć wniosek o otwarcie przewodu doktorskiego z teologii na Uniwersytecie Rotyjskim pod przewodnictwem Jego Arcyksiążęcej Wysokości prof. Ferdynanda von Habsburga Lotaryńskiego Radziwiłła.
-
Otwieram niniejszym Brata przewód doktorski ;).
Co i jak wyjaśnię na gadu gadu ;)
-
1. "Wiara, Nadzieja, Miłość - sztandar prawdy ewangelicznej"
Promotor: prof. Ferdynand von Habsburg Lotaryński Radziwiłł - Dziekan Wydziału Katedry Teologii
Wiara, nadzieja i miłość to trzy podstawowe wartości, najważniejsze uczucia. Przez życie idziemy zawsze z małym światełkiem w sercu, które z czasem się powiększa i świeci coraz jaśniej - jest to nadzieja, pomaga ona przetrwać trudne, ciężkie sytuacje. Wiara pomaga nam zrozumieć coś, czego nie potrafimy pojąć. Miłość to część życia, która nas uczy zrozumienia i cierpliwości, pojednania i poświęcenia dla drugiego człowieka. Życie bez wiary, nadziei i miłości jest płytkie, nieważne i bez sensu. Ze wszystkich darów od Boga te uczucia są najbardziej ukryte, niedostrzegalne, ale jednocześnie najważniejsze i najsilniejsze.
Wiara stanowi korzeń i początek zbawienia, jest zasadniczą decyzją i zasadniczą postawą w życiu chrześcijańskim. W tym stwierdzeniu tkwi mimo wszystko cząstka prawdy, jest ono mianowicie o tyle prawdziwe, o ile człowiek nie może wszystkiego dociec i o ile poprzez wiarę dochodzi do poznania, które przekracza możliwości wiedzy. Jednakże nie dostrzega się tu, że w ten sposób człowiek zdobywa wyższą, doskonalszą formę rozumienia oraz pojmowania rzeczywistości, aniżeli mógłby to kiedykolwiek uczynić posługując się rozumem. Wierzyć znaczy nie tylko: wiedzieć. Wierzyć znaczy właściwie: lepiej wiedzieć. Ale wierzyć znaczy także nie tylko: czuć. Kto ujmuje wiarę, jako ślepe uczucie, ten popełnia błąd, i to wcale nie mniejszy niż poprzednio, gdyż ani w momencie uwierzenia, ani w procesie rozwijania się wiary rozum nie zostaje wyłączony, przeciwnie, pozostaje w najwyższym stopniu aktywny, choć sam nie wystarcza. Wierzyć znaczy również nie tylko: chcieć. Także sama wola nie zdoła wymóc wiary. Tu trzeba się liczyć z działaniem pomocniczym i ze współdziałaniem, które korzysta, jako z punktów zaczepienia zarówno z rozumu i z woli, jak też z uczuć człowieka, sprowadzając je do jednego żywego aktu obejmującego całą osobę. Wiara to w ostatecznym rozrachunku doświadczenie daru, nowego uzdolnienia. Wiara niepełna marnieje i przeradza się w błędnowierstwo. Niezrealizowana szuka upustu w przesądach. Nawet niewiara może być najgłębiej ukrytą tęsknotą za wiarą. Może być „wiarą anonimową” (Rahner). Nieufność chce w gruncie rzeczy obdarzyć zaufaniem i zdobyć je. Człowiek potrzebuje kogoś, na kim mógłby polegać. Kto pyta o wiarę i szuka jej, ten niewiele jest od niej oddalony. Patrząc na dzieje człowieka stwierdzamy, że prawdziwe poznanie jest możliwe tylko na tej drodze. Również, więc osobisty kontakt człowieka z Bogiem będzie mógł mieć miejsce jedynie na drodze wiary. W stosunkach z ludźmi zawsze zdani jesteśmy na wiarę. Odnosi się to zarówno do informacji uzyskiwanych za pośrednictwem języka, jak i do wyrazu twarzy oraz do gestów związanych z sytuacją kontaktu. Przeżycia kogoś drugiego ludzie spotykający go mogą przyjąć do wiadomości jedynie w oparciu o to, co zostanie im przekazane. Tak otwiera się wnętrze człowieka, a na skutek uzewnętrznienia ktoś drugi dowiaduje się czegoś, co normalnie było dla niego niedostępne. Nastawić się na przyjęcie tego rodzaju wiadomości znaczy wierzyć. Tak bywa w wychowawczych relacjach rodzice - dzieci, nauczyciele - uczniowie, mistrzowie - pobierający naukę. Odnosi się to również do przekazywanych innym danych naukowych, do każdego przesłania wiadomości z odległych krajów wreszcie do każdego przekazu historycznego. Zależnie od tego, jak wielkie zaufanie jeden człowiek budzi w drugim, osiąga się większą lub mniejszą pewność wiary. Największej i najpiękniejszej pewności aktu ludzkiej wiary można doświadczyć w przyjaźni oraz w miłości. Tu rzeczywiście rozumie jeden drugiego, to znaczy, że jest w stanie postawić się w miejsce tego drugiego i w pewnym stopniu patrzeć jego oczyma. Wiarogodność przekazu opiera się na zaufaniu, że ów drugi nie myli się i nie zamierza wprowadzić nas w błąd. Im serdeczniejszy i bardziej osobisty jest tego rodzaju stosunek, tym większa też pewność uwierzenia drugiemu człowiekowi
Katechizm nazywa ją cnotą boską. To znaczy, że pochodzi od Boga, jest w Bogu. Bóg ma nadzieję, czy jest nadzieją? Pewnie jedno i drugie. Bo skoro jest miłością to musi być również nadzieją. Dlatego musimy pytać dalej. Po co Bogu nadzieja? W kim ją pokłada? Nadzieja Boga jest oczekiwaniem na przyjęcie przez człowieka Jego daru. Właściwie powinno być napisane dużą literą. Dar to Jezus i Jego dzieło. Dar to szansa na odbudowanie przyjaźni. Dar to odzyskana wolność i godność. Przyjąć Dar, czyli chwycić się nadziei Boga. Bóg pokładający nadzieję w człowieku. Człowiek pokładający nadzieję w Bogu. Bóg i człowiek na jednej linie nadziei. Jeszcze nie w niebie a już nie na ziemi. Zdani na siebie jak dwóch alpinistów. Herezja? Niemożliwe. Od kiedy Głowa nie należy do Ciała? Nadzieja chrześcijańska ma duży horyzont działania. Po pierwsze jest to nadzieja na paruzję, czyli powtórne, zapowiedziane w proroctwie Chrystusa przyjście Jego samego na świat, oddzielenie zła od dobra i zmartwychwstanie oraz życie wieczne ciał sprawiedliwych. Po drugie oczekiwanie po śmiertelne na życie duchowe, trwanie w nadrealistycznym świecie metafizycznym, całkowicie abstrakcyjnym i niewiarygodnym do wyjaśnienia stanie trwania w Bogu, a więc życia w Królestwie Niebieskim. Nadzieja, która przeciera się z materialną częścią naszego istnienia. Podobnie jak wiara, którą wyrażamy nie tylko w sposób duchowego uniesienia, ale także gestów w stosunku do Boga (rytuały Kościoła, tradycja, dewocjonalia...) oraz w stosunku do człowieka (dobre uczynki, fundacje charytatywne) i zacierające się w myślach (modlitwa, medytacje). Nadzieja na cud w życiu doczesnym. Nie zawsze kończy się tym, czego oczekujemy. Pokładamy także nadzieję w duchową przemianę ludzi.
Często popełniamy podstawowy błąd polegający na poszukiwaniu Boga w złym. A przecież Bóg jest miłością (Deus caritas est!). Bóg kocha i nie ingeruje, dał nam wolność abyśmy sami rządzili jej prawami. Może zaingerować w nasze istnienie tylko na naszą własną prośbę. A czy źli proszą Boga o ingerencję? Gdyby tak było, nie byliby źli. Boga i działalności Jego szukajmy w ludziach dobrych czerpiących z Jego przekazów. Św. Paweł pisze, że miłość jest największa. łaśnie... czemu miłość jest największa? To najlepszy dowód wspaniałej symbiozy ciała i ducha, bez ciała istnieje, lecz w sposób nadnaturalny, zaś ciało bez niej nie istnieje. O miłości czytamy już w Księdze Rodzaju. Dostrzegamy ją w dziele stworzenia (nie ważne czy wynikającego z legendy, czy prawdy), bo Bóg nas kochał i postanowił duszę uczynić na wzór samego Siebie. Miłość ma źródło w naszym sercu duchowym. Niematerialne uczucie, którym darzymy drugą osobę na pewno nie wywodzi się z popędu do ładnego "osobnika" płci przeciwnej.... To tylko podłoże pozwalające wyprodukować na żądanie miłości abstrakcyjnej komórki niezbędne doi powstania nowego życia. Właśnie przecieranie się i kumulowanie duchowego uczucia z tym samym uczuciem osoby płci przeciwnej oraz łączenie w jednego ducha i w sposób stosunku małżeńskiego w jedno ciało uświadamia nam jak wielka jest miłość, którą Bóg obdarzył człowieka i pozwolił mu nią rozporządzać. To właśnie na żądanie tejże miłości może powstać nowe życie, które dzięki kolejnej miłości Boga zostanie obdarowane niepowtarzalną duszą podobną do Stwórcy i ciałem pochodzącym do rodziców i do nich podobnym. A pieczę nad rozwojem tej duszy otrzymują rodzice.
A więc trzy cnoty boskie - wiara nadzieja i miłość (fides, spes et caritas) wielkie dary od Boga, którymi On sam pozwolił nam rozporządzać i je rozwijać według własnego uznania. Skarby metafizyczne, niematerialne, abstrakcyjne o niewyobrażalnej wielkości i nieskończone źródła tych darów w naszej duszy. Balsam dla duszy innych, którym możemy obdarzyć, a którego łask także możemy dzięki innym i samym sobie dostąpić. Ekstaza wiary, nadziei i miłości.
-
Szanowni Bracia,
Kiedy obrona tej pracy?
Będzie można się czepiać tzn. zadawać pytania?
Pozdrawiam
-
Bracie Bocassini,
termin obrony pracy nie jest jeszcze znany, to dopiero pierwszy wykład, a planuję przeprowadzić ich ok. 5, może nieco więcej - wszakże to Przewód Doktorski a Doktor naszego Uniwersytetu to nie jest byle kto ;).
Co do zadawania pytań.
Pytania zadawać można za zgodą promotora co do każdego wykładu zaprezentowanego przez studenta.
Jeśli chodzi o obronę Doktoratu, ewentualną możliwość zadawania pytań mają osoby z tytułem wyższym, niż obecnie posiadany przez studenta, jeżeli otrzymamy zaproszenie na obronę doktoratu od Dziekana Wydziału szkolącego. Reasumując, jeżeli doktoratu broni magister, aby móc zadać mu pytanie trzeba otrzymać zaproszenie do komisji doktoranckiej od Dziekana za zgodą promotora. Jeżeli broniony jest tytuł doktora przez osobę z magisterium, zadawać mogą pytania jedynie osoby posiadające tytuł przynajmniej doktora danego fakultetu.
Podsumowując w punktach od początku:
1. Aby zadawać pytania podczas obrony Doktoratu, należy przedtem otrzymać zaproszenie do komisji doktoranckiej (zadającej pytania), które zostało wysłane za zgodą promotora studenta przez Dziekana Wydziału. Jeśli zaproszenia nie otrzymaliśmy, możemy złożyć prośbę o jego nadesłanie do Rektora Uczelni, który może nakazać przysłanie zaproszenia lub odmówić jego przysłania.
2. Aby móc ubiegać się o zaproszenie do komisji doktoranckiej kiedy broniony jest doktorat przez magistra, należy mieć tytuł doktora tegoż wydziału lub wyższy.
3. Jeśli np. broniona jest profesura, w loży zadającej pytania zasiadać mogą ewentualnie jedynie profesorzy.
Aa wróciwszy do wykładu.
We wstępie, w pierwszym wersie dostrzegłem jeden błąd, powtarzające się koło siebie słowa "trudne - ciężkie" co ocenę preambuły umożliwiło na dobry +. Zważywszy na krystaliczność i nieskazitelność słowa dalszej części pracy, wystawiam ocenę łączną za wykład: bardzo dobry -.
Wykład nr I uznaję za zaliczony.
-
Bardzo dobry -?
Mylić cnoty z uczuciami toż to nie może być uznane za bardzo dobre.
Zamęt semantyczny i tyle.
Pozdrawiam
-
Niech się Brat wczyta :)
Czu uczucie nie jest cnotą najgłębszą w ludzkim rozumowaniu :)?
Na pierwsze przeczytanie tekst jest zawiły, tworzy się mętlik, natomiast gdy przeczytamy go drugi raz i skupimy się nad każdym słowem z osobna, szkicuje nam się obraz ;)
-
Intrygujące ,że w mojej pracy tego nie zastosowano i nie dostrzeżono . Po prostu wyborne.
Tak, tak wiem co będzie pisane, "Pańska praca jest ...." (taka i owaka). Dla mnie to istne faux pas i tyle. Adie i pozdrawiam ! ;)
-
Bracie, oceniam prace według własnego uznania, według oka którym tych prac przejrzałem multum. Wiem, jak pisali doceniani przeze mnie studenci, wiem, jak pisałem ja, wiem, jakich prac oczekuję. Kto wymogów tych nie spełnia, niechaj nie liczy na przychylność mej oceny.
Czy nadal chce Brat Philippe kierować sprawę do Trybunału, czy coś do Brata dotarło z prelekcji mojej i kilku innych :)?
Zapraszam do dalszego studiowania - jeśli poprawi Brat pracę i zmieni nieco swoje podejście do mnie, jako do Brata wykładowcy, przyjmie uwagi do swej wiadomości, to widzę szansę na tytuł magistra, i może coś wyżej się również Bratu uda ;)
-
Otóż to . "według własnego uznania" . Zaiste jest to sedno całej sprawy. To samo mówi przez się ,wobec czego nie widze powodów do dalszego roztrząsania się nad tym. Kipi z Brata subiektywizm i to jest problemem.
Hmm dziękuję za zaproszenie ale jak już pisałem nie mam na to ochoty. Zraził mnie Brat do siebie a z natury jestem dosyć kapryśnym człekiem pod tym względem. Ale to nie moja wina. Dostałem inną ofertę studiów teologicznych i w niedługim czasie z niej skorzystam. Osoba ,która mnie zachęciła do tego ma przynajmniej związek z teologią w realu. Dlatego też nie skorzystam z oferty studiowania u Brata. Mam też własną akademię a tam ceni się wiedzę i umiejętności a nie tytuły itd.
Tak nadal podtrzymuję swój wniosek odnośnie Brata i gdy tylko wszystko zacznie funkcjonowac tak jak przed sediswakancją powrócę do tego. A to kwestia jeszcze tego tygodnia.
-
Cieszę się niezmiernie ;)
Tak więc, niczego innego nie pozostaje mi życzyć, jak udanych studiów :)
P.S
Rektorzy Uniwersytetów za zwyczaj są wykształceni, no ale może i być inaczej. Chyba napiszę profesurę z socjologii o tym, jak "Niewykształcony człowiek nadaje doktora, po czym prowadzi przez profesurę" o czym najwyraźniej świadczą przepisy pewnej Republiki ;D
-
Najpierw radziłbym napisac maturę Bratu i w ten sposób wycenić swój poziom wiedzy realnej. Liczy się wiedza i umiejętności i to jest ma dewiza, a nie tytuły nadane przez wtyki ,układy i szereg innych swoją droga bardzo ciekawych "sekretów" . Właśnie dla kogo to sekret ,dla tego sekret. Swoją drogą bardzo mnie ciekawi Brata droga do profesury pod względem naukowym ,bo pod praktycznym już znam. :)
-
Dziękuję za porady, z pewnością tak uczynię :)
"Do trzech razy sztuka" :)
-
2. " Zalety i wady ogniska domowego - Maryja matką ludzi "
Promotor: prof. Ferdynand von Habsburg Lotaryński Radziwiłł - Dziekan Wydziału Katedry Teologii
Ognisko domowe jest to zwrot, przenośnia, określający nie tyle rodzinę, jako komórkę społeczeństwa, ale bardziej relacje, jakie w niej panują. Ognisko domowe, oznacza ciepło wypływające z poczucia bezpieczeństwa i wzajemnego zaufania. Duża rodzina oferuje wiele łatwo korzyści zarówno rodzicom jak i dzieciom, np. zbliża rodziców do siebie, zapewniając im wspólne źródło miłości. Mogą oni nabrać poczucia szczególnej bliskości i jedności w planowaniu udanej przyszłości swoich dzieci. Ich miłość do każdego dziecka rozwija ich miłość do siebie nawzajem, w każdym swoim dziecku widzą cechy ukochane przez nich w swoich partnerach życiowych. Dzieci pomagają rodzicom posiąść cnotę poświęcenia samego siebie oraz troski o innych. Naukowo udowodnione jest to, iż dzieci pomagają budować zgodę w małżeństwie. Wadami ogniska domowego mogą być kłótnie, spięcia, nieporozumienia, które mogą wynikać z braku zwalczania własnych słabości lub po prostu z powodu konfliktu pokoleń.
Wzorem ogniska domowego jest Święta Rodzina w szczególności Matka Najświętsza. Ona jest nie tylko Matką Chrystusa, ale także nas wszystkich. Podczas zwiastowania w Nazarecie Maryja wypowiada swoje „Fiat”. Ma to ogromny wpływ na przyszłość ludzkości. Jest współtwórczynią zbawienia. Od tego momentu Maryja staje się Matką Bożą. W pierwszym cudzie Pana Jezusa pośredniczyła Jego Matka. Ona wstawiła się u swojego Syna wierząc, że Zbawiciel w jakiś sposób pomoże. Maryja zauważając brak wina w Kanie i prosząc Jezusa o cud wychodzi człowiekowi naprzeciw w jego potrzebach i niedostatkach. Mówiąc do sług „Zróbcie wszystko cokolwiek wam powie”.(J 2,5) mówi także do nas abyśmy czynili wszystko, do czego wzywa nas Jezus. Jej całkowite poświęcenie się dziełu swego Syna ujawnia się przede wszystkim przez udział w Jego ofierze na Golgocie. „ A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: „Niewiasto, oto syn Twój”. Następnie rzekł do ucznia: „Oto Matka twoja”. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie”.(J 19,25-27) Matka Jezusa pod krzyżem zjednoczyła się z wszystkimi cierpieniami, jakie nękały Jezusa. Miała udział w Jego wielkodusznej ofierze za zbawienie świata. Poprzez Testament z krzyża Maryja staje się Matką umiłowanego Syna, a w zamyśle Jezusa — Matką każdego ucznia, każdego chrześcijanina. Chrystus z krzyża daje ludzkości najwspanialszy prezent — Swoją Matkę. Mówiąc do Jana „oto Matka twoja” zwraca się także do nas abyśmy miłowali Ją, byśmy przyjęli Ją, jako Matkę w naszym życiu, byśmy pozwolili Jej prowadzić nas drogami Ducha Świętego.
-
Całkiem całkiem ;)
dobry +.
Kolejny temat: Proszę napisać recenzję odnośnie cytatu: "" Nie każdy kto mówi mi Panie, Panie wejdzie do Królestwa Niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w Niebie." (Mt. 7,21). Jedna strona A4, rozmiar czcionki 12 ;).
Muszę powiedzieć, że ksiądz Otto Kent jest bardzo zdolnym studentem i cieszę się, że mogę go nauczać ;)
Powodzenia :)!
Z Apostolskim Błogosławieństwem,
-
3." Nie każdy kto mówi mi Panie, Panie wejdzie do Królestwa Niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w Niebie." (Mt. 7,21)
Promotor: prof. Ferdynand von Habsburg Lotaryński Radziwiłł - Dziekan Wydziału Katedry Teologii
Jezus w tym fragmencie Ewangelii podkreśla, że samo wyznanie wargami Jego boskiej natury (Panie, Panie) nie jest warunkiem wystarczającym do wejścia do królestwa Bożego. Potrzeba, bowiem nie tylko samych słów, ale wypełniania woli Boga. Powstaje, więc pytanie:, Kto z nas ma szansę na zbawienie?
Nie łudźmy się, nikt z nas nie ma szansy na zbawienie. Nikt. Jesteśmy bezradni, bezsilni i słabi wobec naszej grzeszności i tą prawdę powinniśmy sobie uświadomić. Im wcześniej tym lepiej dla nas. Co zatem powinniśmy uczynić? Najpierw, trzeba zacząć od osobistego nawrócenia – a to oznacza porzucenie grzechów i zmianę dotychczasowego sposobu myślenia na sposób ewangeliczny, – czyli uzdrowienia duszy w sakramencie pokuty. Następnie, trzeba wejść na drogę ucznia Jezusa, – czyli słuchać Jego słów i naśladować Go – a to oznacza codziennie czytanie i rozważanie słów Ewangelii. Dalej, trzeba karmić się Jezusem, w każdą niedzielę, w sakramencie Eucharystii i czynić dobro. Krocząc taką drogą zaczniemy patrzeć na siebie, tak jak patrzy na nas Jezus. Wtedy łatwiej nam będzie: zaprzeć się samych siebie, co dnia brać krzyż swój i naśladować Jezusa. Dążąc do zbawienia, Bóg oczekuje od nas prawdziwej miłości, poświecenia, wyrzeczeń, trudów, zmagań, cierpień, duchowej walki ze złem i całkowitego oddania się Jemu. Czy jesteśmy wstanie spełnić takie wymagania? Będziemy wstanie je spełnić, ale tylko wtedy, gdy pójdziemy za Jezusem i poświecimy Mu całe swoje życie. Same słowa nie wystarczą. Kiedyś rabini dyskutowali o tym, co jest ważniejsze - słuchanie czy wypełnianie nakazów prawa. Większość sądziła, że ważniejsze jest słuchanie, bowiem nie można wykonywać przykazań prawa, jeśli się ich nie słyszy. Podkreślali jednak, że obydwa elementy są konieczne. Chrystus wyraźnie nam mówi: Nie samo mówienie o Bogu i słuchanie Go wystarcza. Musimy wypełnić to, czego od nas oczekuje nasz Stwórca. W innym wypadku nie wejdziemy do Królestwa Bożego. Św. Jakub pisze „Tak też i wiara, jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie” (Jk 2, 17). Wiara musi być wspierana czynami, czyli dobrymi uczynkami. Nie jest sama teoria, która opowiada o życiu Jezusa Chrystusa, lecz jest to niesienie pomocy drugiemu człowiekowi. W dzisiejszym świecie wielu ludzi oczekuje na pomoc drugiego człowieka, jednak samemu nie potrafi wyciągnąć pomocnej dłoni. Każdy z nas pragnie zbawienia. Jednak nie zdaje sobie sprawy, że taką moc ma tylko wiara poparta dobrymi uczynkami. Dlatego właśnie mamy wprowadzać słowo w czyn i wypełniać słowo Boże. Jedynie życie pełne miłości i sprawiedliwości będzie miało wartość. Bądźmy nie tylko wiernymi słuchaczami słów Jezusa, ale też wcielajmy Jego Ewangelię pełną miłości w nasze życie codzienne czy to w szkole, pracy, czy w domu.