1. "Wiara, Nadzieja, Miłość - sztandar prawdy ewangelicznej"
Promotor: prof. Ferdynand von Habsburg Lotaryński Radziwiłł - Dziekan Wydziału Katedry Teologii
Wiara, nadzieja i miłość to trzy podstawowe wartości, najważniejsze uczucia. Przez życie idziemy zawsze z małym światełkiem w sercu, które z czasem się powiększa i świeci coraz jaśniej - jest to nadzieja, pomaga ona przetrwać trudne, ciężkie sytuacje. Wiara pomaga nam zrozumieć coś, czego nie potrafimy pojąć. Miłość to część życia, która nas uczy zrozumienia i cierpliwości, pojednania i poświęcenia dla drugiego człowieka. Życie bez wiary, nadziei i miłości jest płytkie, nieważne i bez sensu. Ze wszystkich darów od Boga te uczucia są najbardziej ukryte, niedostrzegalne, ale jednocześnie najważniejsze i najsilniejsze.
Wiara stanowi korzeń i początek zbawienia, jest zasadniczą decyzją i zasadniczą postawą w życiu chrześcijańskim. W tym stwierdzeniu tkwi mimo wszystko cząstka prawdy, jest ono mianowicie o tyle prawdziwe, o ile człowiek nie może wszystkiego dociec i o ile poprzez wiarę dochodzi do poznania, które przekracza możliwości wiedzy. Jednakże nie dostrzega się tu, że w ten sposób człowiek zdobywa wyższą, doskonalszą formę rozumienia oraz pojmowania rzeczywistości, aniżeli mógłby to kiedykolwiek uczynić posługując się rozumem. Wierzyć znaczy nie tylko: wiedzieć. Wierzyć znaczy właściwie: lepiej wiedzieć. Ale wierzyć znaczy także nie tylko: czuć. Kto ujmuje wiarę, jako ślepe uczucie, ten popełnia błąd, i to wcale nie mniejszy niż poprzednio, gdyż ani w momencie uwierzenia, ani w procesie rozwijania się wiary rozum nie zostaje wyłączony, przeciwnie, pozostaje w najwyższym stopniu aktywny, choć sam nie wystarcza. Wierzyć znaczy również nie tylko: chcieć. Także sama wola nie zdoła wymóc wiary. Tu trzeba się liczyć z działaniem pomocniczym i ze współdziałaniem, które korzysta, jako z punktów zaczepienia zarówno z rozumu i z woli, jak też z uczuć człowieka, sprowadzając je do jednego żywego aktu obejmującego całą osobę. Wiara to w ostatecznym rozrachunku doświadczenie daru, nowego uzdolnienia. Wiara niepełna marnieje i przeradza się w błędnowierstwo. Niezrealizowana szuka upustu w przesądach. Nawet niewiara może być najgłębiej ukrytą tęsknotą za wiarą. Może być „wiarą anonimową” (Rahner). Nieufność chce w gruncie rzeczy obdarzyć zaufaniem i zdobyć je. Człowiek potrzebuje kogoś, na kim mógłby polegać. Kto pyta o wiarę i szuka jej, ten niewiele jest od niej oddalony. Patrząc na dzieje człowieka stwierdzamy, że prawdziwe poznanie jest możliwe tylko na tej drodze. Również, więc osobisty kontakt człowieka z Bogiem będzie mógł mieć miejsce jedynie na drodze wiary. W stosunkach z ludźmi zawsze zdani jesteśmy na wiarę. Odnosi się to zarówno do informacji uzyskiwanych za pośrednictwem języka, jak i do wyrazu twarzy oraz do gestów związanych z sytuacją kontaktu. Przeżycia kogoś drugiego ludzie spotykający go mogą przyjąć do wiadomości jedynie w oparciu o to, co zostanie im przekazane. Tak otwiera się wnętrze człowieka, a na skutek uzewnętrznienia ktoś drugi dowiaduje się czegoś, co normalnie było dla niego niedostępne. Nastawić się na przyjęcie tego rodzaju wiadomości znaczy wierzyć. Tak bywa w wychowawczych relacjach rodzice - dzieci, nauczyciele - uczniowie, mistrzowie - pobierający naukę. Odnosi się to również do przekazywanych innym danych naukowych, do każdego przesłania wiadomości z odległych krajów wreszcie do każdego przekazu historycznego. Zależnie od tego, jak wielkie zaufanie jeden człowiek budzi w drugim, osiąga się większą lub mniejszą pewność wiary. Największej i najpiękniejszej pewności aktu ludzkiej wiary można doświadczyć w przyjaźni oraz w miłości. Tu rzeczywiście rozumie jeden drugiego, to znaczy, że jest w stanie postawić się w miejsce tego drugiego i w pewnym stopniu patrzeć jego oczyma. Wiarogodność przekazu opiera się na zaufaniu, że ów drugi nie myli się i nie zamierza wprowadzić nas w błąd. Im serdeczniejszy i bardziej osobisty jest tego rodzaju stosunek, tym większa też pewność uwierzenia drugiemu człowiekowi
Katechizm nazywa ją cnotą boską. To znaczy, że pochodzi od Boga, jest w Bogu. Bóg ma nadzieję, czy jest nadzieją? Pewnie jedno i drugie. Bo skoro jest miłością to musi być również nadzieją. Dlatego musimy pytać dalej. Po co Bogu nadzieja? W kim ją pokłada? Nadzieja Boga jest oczekiwaniem na przyjęcie przez człowieka Jego daru. Właściwie powinno być napisane dużą literą. Dar to Jezus i Jego dzieło. Dar to szansa na odbudowanie przyjaźni. Dar to odzyskana wolność i godność. Przyjąć Dar, czyli chwycić się nadziei Boga. Bóg pokładający nadzieję w człowieku. Człowiek pokładający nadzieję w Bogu. Bóg i człowiek na jednej linie nadziei. Jeszcze nie w niebie a już nie na ziemi. Zdani na siebie jak dwóch alpinistów. Herezja? Niemożliwe. Od kiedy Głowa nie należy do Ciała? Nadzieja chrześcijańska ma duży horyzont działania. Po pierwsze jest to nadzieja na paruzję, czyli powtórne, zapowiedziane w proroctwie Chrystusa przyjście Jego samego na świat, oddzielenie zła od dobra i zmartwychwstanie oraz życie wieczne ciał sprawiedliwych. Po drugie oczekiwanie po śmiertelne na życie duchowe, trwanie w nadrealistycznym świecie metafizycznym, całkowicie abstrakcyjnym i niewiarygodnym do wyjaśnienia stanie trwania w Bogu, a więc życia w Królestwie Niebieskim. Nadzieja, która przeciera się z materialną częścią naszego istnienia. Podobnie jak wiara, którą wyrażamy nie tylko w sposób duchowego uniesienia, ale także gestów w stosunku do Boga (rytuały Kościoła, tradycja, dewocjonalia...) oraz w stosunku do człowieka (dobre uczynki, fundacje charytatywne) i zacierające się w myślach (modlitwa, medytacje). Nadzieja na cud w życiu doczesnym. Nie zawsze kończy się tym, czego oczekujemy. Pokładamy także nadzieję w duchową przemianę ludzi.
Często popełniamy podstawowy błąd polegający na poszukiwaniu Boga w złym. A przecież Bóg jest miłością (Deus caritas est!). Bóg kocha i nie ingeruje, dał nam wolność abyśmy sami rządzili jej prawami. Może zaingerować w nasze istnienie tylko na naszą własną prośbę. A czy źli proszą Boga o ingerencję? Gdyby tak było, nie byliby źli. Boga i działalności Jego szukajmy w ludziach dobrych czerpiących z Jego przekazów. Św. Paweł pisze, że miłość jest największa. łaśnie... czemu miłość jest największa? To najlepszy dowód wspaniałej symbiozy ciała i ducha, bez ciała istnieje, lecz w sposób nadnaturalny, zaś ciało bez niej nie istnieje. O miłości czytamy już w Księdze Rodzaju. Dostrzegamy ją w dziele stworzenia (nie ważne czy wynikającego z legendy, czy prawdy), bo Bóg nas kochał i postanowił duszę uczynić na wzór samego Siebie. Miłość ma źródło w naszym sercu duchowym. Niematerialne uczucie, którym darzymy drugą osobę na pewno nie wywodzi się z popędu do ładnego "osobnika" płci przeciwnej.... To tylko podłoże pozwalające wyprodukować na żądanie miłości abstrakcyjnej komórki niezbędne doi powstania nowego życia. Właśnie przecieranie się i kumulowanie duchowego uczucia z tym samym uczuciem osoby płci przeciwnej oraz łączenie w jednego ducha i w sposób stosunku małżeńskiego w jedno ciało uświadamia nam jak wielka jest miłość, którą Bóg obdarzył człowieka i pozwolił mu nią rozporządzać. To właśnie na żądanie tejże miłości może powstać nowe życie, które dzięki kolejnej miłości Boga zostanie obdarowane niepowtarzalną duszą podobną do Stwórcy i ciałem pochodzącym do rodziców i do nich podobnym. A pieczę nad rozwojem tej duszy otrzymują rodzice.
A więc trzy cnoty boskie - wiara nadzieja i miłość (fides, spes et caritas) wielkie dary od Boga, którymi On sam pozwolił nam rozporządzać i je rozwijać według własnego uznania. Skarby metafizyczne, niematerialne, abstrakcyjne o niewyobrażalnej wielkości i nieskończone źródła tych darów w naszej duszy. Balsam dla duszy innych, którym możemy obdarzyć, a którego łask także możemy dzięki innym i samym sobie dostąpić. Ekstaza wiary, nadziei i miłości.